26
Muzyka: Balalaika (uruchom w osobnym oknie)
Kiedy dwóch muskularnych Latynosów wyskoczyło z jeepa, by zająć się ludźmi Baby’ego z furgonetki, Xavier z sadystycznym uśmiechem na ustach przycisnął pedał gazu i samochód aż podskoczył, wyjąc niczym rozjuszona bestia, zagłuszając tym samym przekleństwo mężczyzny na masce. Gwałtowny skręt w boczną uliczkę i stratowanie wysypiska, którego struktury nie należało analizować dla spokoju własnego żołądka, również nie pomogło. Diego widać był twardym zawodnikiem. Choć Balalaika patrzyła mu niemal w oczy, nawet ona nie zauważyła, kiedy mężczyzna wbił nóż w maskę jeepa. Dzięki stabilniejszemu oparciu już miał sięgnąć po broń, kiedy znów musiał mocniej uczepić się karoserii.
Niczym na jakimś cholernym rodeo, samochód Xaviera wykonywał wszelkie manewry gwałtownych zrywów oraz skrętów po to, by zrzucić niechcianego jeźdźca. Mrożącym krew w żyłach był jednak fakt, że auto rozwijało przy manewrach niekiedy prędkość 100km/h wykonując wszelkie akrobacje wśród ciasnych uliczek Jeruzalem. Dzięki temu zgubili co prawda pościg, którym musieli zająć się chłopcy z ekipy ochroniarza, o czym świadczyły odgłosy wystrzałów i podniesione krzyki z daleka, z drugiej jednak strony wciąż nie potrafili pozbyć się upierdliwca, który najwyraźniej za punkt honoru wziął sobie odstrzelenie głów upatrzonych ofiar.
Nagłe przyhamowanie spowodowało, że Balalaika po raz enty w duchu podziękowała opatrzności, że nie zapomniała o pasach bezpieczeństwa, które wcześniej budziły jej niechęć, jako że zamiast standardowego jednego pasa, tutaj były dwa krzyżujące się na piersiach – prawie jak w kabinie pilota. Kiedy Xavier bezwzględnie kazał je zapiąć przy odjeździe, kobieta ze złością pomyślała, że chodziło mu tylko o to, by popatrzeć sobie na jej wyeksponowany biust. Teraz była mu naprawdę wdzięczna.
- Trzymaj się. – powiedział, jakby podczas wcześniejszej jazdy mogła być rozluźniona.
Po chwili zrozumiała…
- Co ty..?!!!
… lecz nie było już odwrotu. Wyjąc na pełnych obrotach silnikiem, kierowca zwolnił teraz ręczny hamulec i ruszyli prosto na ścianę kamiennego budynku!
- Umrzemy do kurwy nędzy! – krzyknęła Balalaika, czując jak ciepła ciecz zalewa jej uda. Cewka popusciła.
- Niech Bóg ma nas w opiece…
„Wariat!”
Przerażone oczy Diega, wlepiające się w nią, kiedy zrozumiał, co się dzieje, a potem wystrzał i …
BUUUUUUUM
Prostytutka miała wrażenie, że potężne szarpniecie omal nie oderwało jej ciała od szkieletu, a zęby nie utkwiły w przedniej szybie. Pasy bezpieczeństwa okazały się jednak solidnej roboty i poza lekkim wstrząsem oraz bolesnym siniakiem na kolanie, nic jej nie było. Tego oczywiście nie dało się powiedzieć o murzynie na masce, który zginął od razu zmiażdżony w pasie między samochodem a murem. Nie chcąc patrzeć na rozbryzganą posokę zmieszaną z kawałkami szyby, Balalaika odwróciła wzrok i zobaczyła, ze także jej towarzysz jest ciężko ranny.
Na piersi mężczyzny widniała ogromna, ciemnoczerwona plama, on sam zaś nie poruszał się prawie poza płytkimi oddechami. Teraz sobie przypomniała… wystrzał zaraz przed uderzeniem. Więc jednak murzynowi udało się dopaść rywala.
- O nie… – Balalaika odpięła się szybko, chcąc chociaż spróbować zatamować krwotok mężczyzny, lecz ten gestem drżącej dłoni dał jej do zrozumienia, że ma go nie ruszać.
- Odgłos silnika… – szeptał urywane słowa w trakcie wydechów – Oni… znajdą… ja nie mogę… ochraniać… musisz… świętego… za wszelką cenę…użyj… prezent…
Aby potwierdzić, że wie, o co chodzi, kobieta zamachała w powietrzu podarowanym pistoletem. Chciała coś powiedzieć, lecz nie wiedziała, co… Bo i co można rzec umierającemu, który poświęcił się po to, by przedłużyć twój żywot? Niezgrabnym ruchem wysupłała z kieszeni małe zawiniątko – Wniebowzięcie. Tylko tak mogła chociaż złagodzić cierpienie człowieka, który, jak się okazało, chciał pomóc jej ze szlachetniejszych pobudek niż pieniądze, seks czy władza. Rozpoznając biało-niebieską tabletkę, Xavier tylko skinął głową i posłusznie przełknął narkotyk.
- Ciebie nazywają… Balalaika… pięknie –uśmiechnął się lekuśko, a z oczu kobiety aż pociekły łzy – Mam prośbę… Balalaiko… zagraj… zagraj teraz… dla mnie… ostatni raz.
Biała ciężarówka pojawiła się na końcu uliczki.
Opanowując z trudem szloch, który uniemożliwił wydobycie ze ściśniętego gardła choćby słowa, Balalaika uścisnęła tylko lekko dłoń mężczyzny, po czym otworzyła drzwiczki i wyszła na gruzowisko.
Krew Diega... Krew Xaviera... Wszędzie krew…
Krwawa mgła przysłoniła jej wzrok. Czuła jak podniecające mrowienie adrenaliny rozlewa się po jej ciele, nadając mu rytm. Nie kryła się. Wymierzyła pistolet w kierunku furgonetki i czekała. Czuła to! Naprawdę to czuła. I naprawdę chciała tańczyć ze śmiercią!