74

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 21/11/2009 by Mira

Balalaika przyjęła lekko wyszczerbiony ceramiczny kubek z kawą, na którym kiedyś widniał jakiś rysunek, teraz jednak pozostało kilka wielobarwnych, nie składających się w żadną całość bohomazów. Kobieta patrzyła na nie, nie bardzo mając ochotę podnieść wzrok na swego rozmówcę. Wciąż czuła się dziwnie napotykając spojrzenie zimnych oczu zabójcy.

 

- Pierwsze pytanie jest raczej oczywiste. – odezwała się półgłosem, by nie zbudzić RadżyOdpoczniemy, podjemy i… co dalej? Jaki mamy teraz plan?

 

- Plan? – najwyraźniej dla mężczyzny to pytanie nie było takie oczywiste, bo chwilę musiał zastanowić się nad odpowiedzią – Powinniśmy przeczekać dzień lub dwa, a następnie musimy wymknąć się z miasta, najlepiej przez dzielnicę Handlarzy. Może nasi skrzydlaci przyjaciele nie będą mogli opuścić Jeruzalem. To dałoby nam nad nimi przewagę… – zabójca wyraźnie zwlekał z dokończeniem zdania. – Potem ty nas poprowadzisz.

 

Zakrztusiła się kawą tak mocno, że Duch musiał podnieść się ze swego miejsca i klepnąć kobietę w plecy. Zapiekło, ale pomogło. Jego ręka jeszcze chwilę jednak spoczywała na jej plecach, na tyle długo, by Balalaika podniosła nań pytający wzrok. Znów jednak nie znalazła w jego wzroku niczego poza obojętnością. Cofnął dłoń i skierował sie wolnym krokiem na swoje miejsce. Kiedy wrócili do poprzednich pozycji, odważyła się zapytać:

 

- Dokąd?

-         Do źródła, tak przynajmniej Zed nazywał tamto miejsce. – odparł Duch Według niego  jest ono bezpośrednio powiązane z urządzeniem, które znajdowało się w podziemiach bunkra Generała. Problem w tym, ze nie znamy jego położenia…znają je wyłącznie wybrani, czyli wy. – wzrok mężczyzny przeniósł się od Balalaiki na Radzę.- Staruszek twierdził, że leży gdzieś na północ od Jeruzalem. Wiem, że to zbyt ogólne dane, ale czy nic co to nie mówi?

 

Już miała zaprzeczyć zdecydowanie, gdy nagle zastygła. Niejasne wspomnienie wizji (post 23) wdarło się do jej umysłu. Obrazy miejsc i słowa, które mogły być przepowiednią…

 

TEN KTÓRY ODBIERA ŻYCIE RÓWNIE ŁATWO JAK ŁAPIE POWIETRZE W SWOJE PŁUCA IDZIE PO CIEBIE

ON JEST KLUCZEM DO RAJU

TRZYMAJ SIĘ GO INACZEJ

 

… dotyczącą tej właśnie sytuacji. Opis w końcu pasował do Ducha, bo kto inny odbierał życie równie łatwo jak nie zawodowy zabójca – cholernie dobry w dodatku?

 

-       Coś mi świta. – rzekła wreszcie z wyraźnym wahaniem – Nie wiem jak tam dotrzeć… jeszcze. Ale myślę, że poznam to miejsce. Ty zresztą też jesteś wpisany w przepowiednię o źródle.

 

Zabójca podniósł pytająco lewą brew, lecz nie zdała pytania, gdy Balalaika skwitowała swoja wypowiedź wzruszeniem ramion, które miało świadczyć o tym, że więcej nie wie na ten temat.

 

-         Myślę, że… – kobieta urwała w pół zdania, jednak  zebrała się w sobie – Myślę, że powinieneś mi nieco o sobie opowiedzieć. Jeśli chcesz, możemy poczekać aż smarkula się obudzi, w końcu ona tez jest w to wpisana i może lepiej niż ja będzie potrafiła poskładać te różne wizję. W końcu przy Immamie miała praktykę... – dodała zgryźliwie.

-         W każdym razie, jeśli mamy poskładać te wszystkie wizje do kupy, musimy się poznać wszyscy. Jeśli więc będziesz chciał poznać kilka pikantnych szczegółów z życia kurwy, służę.

 

Uśmiechnęła się sztucznie. Chociaż nie powinna się wstydzić swojego zawodu szczególnie w zestawieniu z mordercą na zlecenie, wolałaby w tej chwili być choćby pokojówką… nie wiedząc czemu.

73

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , on 10/11/2009 by Zagadka

- Ubierz się. Głupio byłoby po tym wszystkim złapać grypę lub jakieś inne paskudztwo. –skomentował wejście kobiety, cały czas nie odrywając od niej wzroku. W jego oczach błysnęły ogniki wesołości. Musiał być rozbawiony całą tą niezręczną sytuacją i nawet, jeśli zdawał sobie sprawę z powodów takiego zachowania Balalaiki, to nie dawał tego po sobie poznać. Na jego obliczu kobieta również nie dostrzegła uczucia, do którego przyzwyczaiła się już tak dawno temu.

Brakowało pożądania. Tej pierwotnej emocji, która zawsze towarzyszyła mężczyznom w jej pobliżu. Faceci po prostu nie mogli się powstrzymać widząc ją. Jeszcze niektórzy potrafili powstrzymać się, gdy była ślicznie upakowana w jeden ze swoich kuszących kostiumów, lecz taka sytuacja jak ta była czymś zupełnie nowym dla niej.

 

Tylko, dlaczego?


Nikt nie musiał wypowiadać tego pytania, które zawisło pomiędzy nimi niczym niewidzialna bariera, jaka uniemożliwiała im jakiekolwiek bliższe relacje. Na szczęście zabójca wreszcie odwrócił wzrok i wziąwszy kilka ubrań ze sobą skierował się do łazienki, z której cały czas dochodził dźwięk lejącej się wody. Zanim zamknął za sobą drzwi odwrócił się w kierunku pięknej „współlokatorki” i powiedział:

- Możesz odpocząć. Nic ani nikt wam tutaj nie zagrozi. – szczególnie podkreślił słowo „nikt”, rzucając jej przy tym dosyć jednoznaczne spojrzenie. No tak, będąc tak dobrym mordercą nie mógł być jednocześnie tępakiem, choć zabójczo oszczędne w swojej obojętności zdania mogły świadczyć o czymś innym.

- Zapomniałaś tego. – rzucił jej czarny kombinezon, a Balalaika odruchowo wyciągnęła po niego rękę w sposób tak gwałtowny, iż materiał, jakim się owinęła zjechał jej do pasa całkowicie odsłaniając dwie idealne krągłości. W ostatniej chwili udało jej się pochwycić „ręcznik” inaczej całkowicie odsłoniłaby się przed nieznajomym. Czy zrobił to specjalnie? Jak zwykle martwy wyraz twarzy nic nie mówił. Niemniej jednak dopiero po chwili skierował wzrok w stronę łazienki.

- Mówią na mnie Duch. – rzucił na koniec, po czym już ostatecznie zatrzasnął za sobą drzwi. „Duch” – nie było to imię, lecz na początek i tak powinno to wystarczyć. Mogłaby przysiąc, że już kiedyś słyszała to określenie. Próbując sobie to przypomnieć, zabrała się za zmianę ubioru. Obawiała się początkowo, że ciuchy będą nieciekawie pachniały, ale na szczęście okazało się, że gospodarz musiał o nie dbać i prać co jakiś czas.

Kombinezon rzeczywiście pasował prawie, że idealnie. Był jedynie zbyt wąski w biodrach, przez co pośladki kobiety odznaczały się na nim dosyć wyraźnie. Kiedy skończyła i usiadła na jednym z foteli przypomniała sobie wreszcie skąd pamiętała ksywkę zabójcy.

Jeden z jej klientów, ekspert w dziedzinie elektroniki – co w Jeruzalem oznaczało wysoki status i ogromne pieniądze – wspomniał raz , że nastraszono go listem, w którym ponoć grożono mu, iż sam Duch go dorwie. Jako, iż nie był zbyt wylewny niewiele jej na ten temat opowiedział.  Jednakże pamiętała, jakich określeń używał opisując tego człowieka: morderca bez skrupułów, bezmyślny zabijaka za pieniądze. Czy było w tym ziarno prawdy ciężko stwierdzić, ponieważ jej klient żył dalej, jednak dziwnie szybko osiwiał i stał się bardzo nerwowy.

Po kilku minutach Duch wyszedł z łazienki ubrany jedynie w czarne spodnie i podkoszulek. Choć minęło może piętnaście minut, teraz wyglądał na bardzo zmęczonego człowieka. Na staroświeckim gazowym palniku postawił niewielki czajnik, a następnie oklapł na drugi.

- Kawy? – zapytał niewyraźnie. – Jeśli chcesz się mnie o coś zapytać to nie krępuj się.

72

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , on 09/11/2009 by Mira

Pozbywszy się najgorszego brudu, Balalaika myła się szybkimi, nerwowymi ruchami, cały czas nasłuchując, czy mężczyzna nie zdecyduje się wtargnąć pod prysznic i dotrzymać jej towarzystwa. Z pewnością musiał być samotny, a fakt, że Radża usnęła, kładąc ledwo głowę na gałganie, który służył jej za poduszkę, bynajmniej nie uspokajał Balalaiki. Nagle wybuchła cichym, histerycznym śmiechem.

 

A nawet jakby wszedł, to co? Wziąłby, co mu się prawem gospodarza należy, nabił pewnie parę siniaków, bo nie wyglądał na łagodnego kochanka… no i? Czym to się różniło od jej codzienności sprzed kilkunastu dni? Balalaika zakryła usta dłońmi, by jej dziwny śmiech nie dotarł do uszu zabójcy i dziecka.

 

„ Stałam się straszna cnotką przez ten koniec świata…”

 

Ta myśl rozbawiła ją jeszcze bardziej i dopiero kolejna spowodowała bolesny uścisk w żołądku. Czyżby właśnie wpadła na przyczynę powściągliwości mężczyzny? Od początku traktował ją jak powietrze, natomiast małej Radży okazywał coś jakby suchą, męską czułość i opiekuńczość, wyraźnie też ucieszył się, gdy dawna prostytutka wspomniała, że chce zniknąć pod prysznicem, a teraz… został sam z małą.

 

Nagle włoski na karku kobiety podniosły się. Usłyszała głuchy jęk Radży. Czując jak blednie na twarzy, Balalaika wypadła spod prysznica, nie zakręcając nawet wody i owinąwszy się byle jak płachta materiału, który przy odrobinie wyobraźni mógł uchodzić za ręcznik, wyparzyła z łazienki. Nie wiedziała co prawda jak powstrzyma wyszkolonego mordercę, ale jednak resztka przyzwoitości nakazywała jej zareagować.

 

Wbiegłszy do pomieszczenia, stanęła w progu i szeroko otwartymi oczami spojrzała na zabójcę, który siedział teraz na krzywym krześle i kreślił coś w małym notatniku do czasu, aż kobieta stanęła przed nim półnaga. Teraz spoglądał na nią badawczo, oblicze miał jednak obojętne – jak zwykle. Wzrok Balalaiki przeskoczył tymczasem na Radżę, która akuratnie przekręciła się na swoim posłaniu, jęcząc przy tym przez sen. Rumieniec oblał policzki kobiety.

 

- Łazienka… wolna. – wykrztusiła.

71

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 31/10/2009 by Zagadka

- Co racja to racja. – odpowiedział zabójca, a na jego obliczu zagościła po raz pierwszy oznaka posiadania jakichkolwiek emocji. Niewielki, lecz szczery uśmiech.  Mimo tego, że bardzo szybko zniknął nie dało się go przeoczyć. Aż trudno było uwierzyć, że mięśnie twarzy tego człowieka były zdolne do wyrażenia takiej ekspresji.

Gospodarz wskazał palcem na jedne z drzwi, szare, pokryte masą niewielkich wgłębień – zapewne pozostałości po nożu. Nie wyglądały zachęcająco. Kojarzyły się prędzej z pokojem wyjętym wprost z horrorów, w którym bohaterowie byli poddawani raz za razem coraz wymyślniejszym torturom. Nawet Radża zrobiła kwaśną minę spoglądając na nie.

- Spokojnie, tam jest tylko prysznic. – zapewnił uspokajająco mężczyzna, a następnie zwrócił się do dziewczynki. – Idź mała jako pierwsza, ja tymczasem spróbuje znaleźć jakieś czyste ubranie dla ciebie. Zawołaj jak skończysz to podrzucę ci je przez drzwi.

- A..ale…dobrze. – popatrzyła z nadzieją na Balalaikę, jednak równie szybko zrezygnowała z wypowiedzenia na głos prośby. Nie chciała być sama, nie teraz, nie po tym co zobaczyła. Obdarzyła smutnym uśmiechem gospodarza, po czym ruszyła do łazienki niepewnym krokiem.

Zostali sami.

Zabójca nie kwapił się jednak do podjęcia dialogu. Był człowiekiem, który cenił ciszę, a w jego fachu była to bardzo pożądana cecha. Otworzył wielki kufer i zaczął przegrzebywać go co jakiś czas wyrzucając na zewnątrz ubrania.

- Powinnaś jej odpuścić, jest dokładnie w takim samym położeniu jak ty, a może kiedyś twoje życie będzie zależało właśnie od niej. – odezwał się nie przerywając dotychczasowej czynności. – Kto mógł wiedzieć, czym naprawdę były te…anioły? Może Zed zdawał sobie z tego sprawę.  Mimo, że miał swoje lata, to jego rozum był wciąż ostry jak brzytwa. Wciąż nie wierzę, że dał się tak po prostu zabić. Teraz nam już nie pomoże.

Wyjął kilka chłopięcych ubrań, które starannie ułożył na najbliższej kanapie, a następnie włożył z powrotem porozrzucane części garderoby. Przeniósł się do starej szafy, z której wyciągnął ciemny kobiecy kombinezom. Położy go równie pieczołowicie przed Balalaiką.

- Powinien pasować.  – rzucił krótko, odwracając wzrok. – Nie obwiniaj się, to nie twoja wina. Wyniku tej chorej gry nikt nie był w stanie przewidzieć. Jeżeli się poddasz to nie będzie przyszłości dla ludzi…

W tym samym momencie Radża zawołała prosząc o ubrania, które następnie mężczyzna podał przez ledwo uchylone drzwi. Dziewczynka pięć minut później wyszła z pomieszczenia cała czerwona na buzi. Rzeczy pasowały na nią – nie licząc zbyt krótkich nogawek spodni – sprawiając, iż wyglądała jak chłopiec. Nie chciała bądź bała się narzekać. Zamiast tego ułożyła się szybko na jednej z kanap i błyskawicznie zasnęła.

Teraz przyszła kolej na Balalaikę. Łazienka była nieduża, ale w przeciwieństwie do głównego pomieszczenia, zadbano tutaj o higienę. W środku unosił się obłok pary wodnej, który przyjemnie nawilżał brudną napiętą skórę. Na hakach umocowanych na drzwiach, wisiały cztery szorstkie, brunatne ręczniki, a w małym koszyczku znajdującym się pod prysznicem kobieta zauważyła spory kawałek szarego mydła. W porównaniu do luksusowej łazienki, z jakiej korzystała u Baby’ego przedstawiało się to nad wyraz dziadowsko, ale przynajmniej miała pewność, że nikt jej nie przerwie i nie wypieprzy.

Będzie mogła zmyć z siebie brud kanałów…brud swoich czynów.

Czego by jednak nie robiła, jedno pytanie powracało.

Czy rzeczywiście nic nie mogła zrobić??

70

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 28/10/2009 by Mira

Balalaika siadła z boku, na kupie rzeczy, pod która wyglądało, że znajdował się jakiś stary fotel. Podkuliwszy nogi pod brodę, przytuliła do nich twarz. Była bardzo zmęczona… mimo to jednak nie potrafiła zamknąć oczu. Spod spuszczonych nieco powiek obserwowała dziecko i zabójcę.

„Też mi duet…”

Nie chciała przyznać, że słowa mężczyzny zrobiły na niej jakiejś wrażenie, ale postanowiła być twarda i taka właśnie była. I niby jak, jako zdrajczyni własnej rasy, która miała na rękach już pewnie krew tysięcy istnień, miałaby się przejmować jednym bachorem?

„To zresztą zawsze tak jest” – przekonywała sama siebie – „Facet jest wspaniałomyślny, ale kto ma matkować szczylowi? Kobieta, bo niby ma to w genach. Pierdole taki układ. Nie mogłam mieć w genach jako dziwka chwili słabości, nie mogłam mieć złego humoru, nie mogłam mieć uczuć, więc niech się teraz nie dziwią, że matkowanie też mam w dupie!”

Odruchowo spojrzała jeszcze raz na Radżę. Dziewczynka wydawała się faktycznie przybita wiedzą o… anatomii aniołów. Oto jaki był efekt frazesów Imamma – zdeptane marzenia. Tymczasem Balalaika nauczyła się już dawno, ze w życiu nic nie jest do końca białe ani czarne. Dlaczego jej anioł tak walczył o nią? Dlaczego teraz go nie było, choć jak rzekł opiekun Radży – powinien? Dlaczego w końcu wahał się i smucił, gdy obiecywał Balalaice wielką nagrodę?

Ta technologia wydawała się przerastać Jeruzalem o kilka wieków, dlaczego więc nie miałaby posiadać również elementów własnej woli?

Kobieta przymknęła oczy. Choć nie potrafiła się dotychczas świadomie porozumiewać ze swoim opiekunem, spróbowała teraz odnaleźć tę nić porozumienia między nimi.

Aniołku… Robociku… Słyszysz mnie? Dziękuję. Dziękuję, że mnie puściłeś. Jeśli kiedyś zechcesz zaznać bolesnej wolności… zapraszam.”

Zachichotała w duchu, wiedząc jak banalny musiał wypaść ten przekaz. Może lepiej żeby nigdzie nie dotarł… Nagle poczuła przy sobie silną woń męskiego ciała. Otworzyła oczy i spojrzała na zabójcę. Trzymał wyciągniętą w jej stronę jakąś puszkę, której wieko zostało krzywo otwarte nożem. Wyraz twarzy mężczyzny pozostawał jak zwykle beznamiętny.

- Jedzenie. – powiedział krótko.

Było to jednak magiczne słowo, od którego Balalaika poczuła bolesny skurcz żołądka. Jak dawno nie jadła? Możliwe, że była na jakiejś kroplówce, gdy jej ciało się regenerowało, ale takie zwyczajne jedzenie… Porwała puszkę szybkim gestem, jakby spodziewając się, że facet zaraz się rozmyśli.

- Dzięki. – udało jej się jeszcze wymówić, po czym całe usta zapchała jej jakaś mielonka. Smak może nie zachwycał, ale to było mięso!

Ponieważ jej towarzysze zareagowali podobnie, a szczególnie agresywna okazała się Radża, która czasem wręcz mruczała z zadowolenia, Balalaika nie zamierzała się krępować, jedząc rękami. Po skończonym posiłku teoretycznie przyszedł czas na sen, jednak unoszący się z ciał trójki ludzi odór kanałów, skutecznie cucił kobietę.

- Uratowałeś nam zapewne życie – zwróciła się do zabójcy – Dlatego jestem ci bardzo wdzięczna, ale skoro tymczasowo jesteśmy bezpieczni… czy nie masz tu jakiegoś prysznica albo chociaż miski z wodą? Capimy. – po czym dodała jeszcze wymowniej – Wszyscy.

69

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 27/10/2009 by Zagadka

Przez moment nic się nie działo, aż wreszcie zza wraku przerdzewiałego samochodu wyszła znajoma dziewczynka. Jej białe ubranko było paskudnie ubrudzone zielonym i brązowym szlamem, którego było pod dostatkiem w kanałach. Gdy zbliżyła się bardziej bez większych trudności można było dostrzec ślady po potoku łez, jaki wylała opłakując skrzydlatego opiekuna. Obecnie jej buźka nie zdradzała jednak smutku czy rozpaczy, lecz wielką determinację. Po śmierci białowłosego anioła szybko uciekła, kiedy tylko zabójca spróbował się do niej zbliżyć. Teraz wróciła do nich i nic nie wskazywało na to żeby miała sprowadzić na nich kolejne kłopoty.

- Zabierzcie mnie ze sobą. – wydusiła w końcu z siebie. Cała drżała, ale zacięcie nie schodziło z jej twarzy. Zrobiła parę kroków w kierunku Balalaiki rzucając kobiecie wyzwanie swoim spojrzeniem. – Skoro to wszystko co mówił Za’afiel jest kłamstwem to nie pójdziemy do raju, prawda? Skoro aniołki nie są prawdziwe to czym my jesteśmy?

Złapała za swoją sukienkę i szybkim ruchem przełożyła materiał przez głowę, po czym rzuciła go w błoto. Stała teraz przed nimi jedynie w bawełnianych majteczkach, które wyglądały na przemoczone. Na całym jej drobnym dziecięcym ciele pojawiła się gęsia skórka. Radża nie przejmowała się zimnem, jej głowa była zajęta rzeczami, o których dziewczynki w jej wieku nie powinny mieć nawet nocnych koszmarów. Rączkami próbowała objąć anielską pieczęć, która tkwiła w samym środku jej brzuszka. Nie była w stanie za nią złapać, ani tym bardziej jej wyrwać. Zrezygnowana padła na kolana, prawie do pasa lądując w paskudnej wodzie. Znów podniosła wzrok na kobietę próbując coś powiedzieć. Je usteczka poruszały się nie wydając dźwięków, lecz zarówno mężczyzna jak i Balalaika wiedzieli, jaką treść chciała im przekazać.

„Zabierzcie mnie ze sobą.”

- Twoje problemy, to twoja sprawa dziecko, ale możesz z nami iść. Dopóki nie będziesz nas opóźniać. – chłodna odpowiedź kobiety nawet na twarzy zabójcy wywołała ledwie dostrzegalny wyraz zniesmaczenia. On zresztą nie czekając już dłużej podszedł do dziewczynki i podniósł ją z ziemi. Ta nie protestowała. W jego potężnych rękach wyglądała teraz jak niemowlę.

- Na miłość boską, ostatecznie to tylko dziecko. Nawet ja nie mogę jej tutaj zostawić. – powiedział z dostrzegalnym wyrzutem w głosie. Nie chciał wdawać się jednakże w niepotrzebne dyskusję, nie w takim miejscu. Ruszył w dalszą drogę nie oglądając się na towarzyszkę.

Po niespełna kilkunastu minutach Radża udowodniła, iż nie tylko nie będzie ciężarem, ale również potrafi być przydatna. Do tej pory wtulona w zabójcę, nagle odżyła i gestem rozpostartej dłoni nakazała przerwanie marszu. Oboje dorośli obrzucili ją spojrzeniami pełnymi irytacji i ciekawości jednocześnie, która zresztą szybko została zaspokojona. Jakieś dwadzieścia metrów przed nimi, tuż na krańcu widoczności, przesuwały się przed nimi zdeformowane ludzkie kształty. Nie mogli dostrzec szczegółów ich budowy i raczej nie chcieli.

- Błądźcie cicho to sobie pójdą. Nie potrzebują więcej jedzenia. – wyszeptała małą przewodniczka, a oni nie zamierzali się spierać z nią co do tej kwestii. Mutanci posiadali różne rozmiary. Niektórzy nie mieli nawet metra wysokości, inni z kolei wyglądali jak chodzące czołgi. Kim oni byli? Czy zawsze mieszkali pod Jeruzalem? Na te kilka pytań pewnie żadne z nich nie usłyszy nigdy odpowiedzi.

Balalaika o mało nie krzyknęła, gdy poczuła jak coś śliskiego obciera się o jej łydkę. W wodzie wiło się coś podłużnego. Macka, nie, kilka macek wracało teraz po udanym żerowaniu, do jakiegoś nieznanego monstrum. O mało co nie nadepnęli wcześniej na nie. Pytanie tylko czy nie zostaną zauważeni? Po kilku kurewsko długich minutach, obrzydliwe kończyny bestii jednak zniknęły tak jak i stado humanoidalnych potworów.

- Możemy już iść. – powiedziała dziewczynka, ale zabójca odczekał jeszcze dobre trzy minuty zanim ruszył dalej. Przez te chwile grozy jedyną oznaką zdenerwowania tego człowieka było kilka kropel potu, jakie spłynęły mu po twarzy. Nic więcej. Nie wyglądał też na osobę, która nie miała już po prostu sił na emocję. Raczej wydawał się kimś, kto przeszedł całe piekło wzdłuż i wszerz eliminując całą diabelską brać.

- Dzięki mała. Teraz już jesteśmy bezpieczny. – zakomunikował, gdy wreszcie opuścili najstarszą część miejskiej kanalizacji. – Jeszcze trochę i będziemy mogli odpocząć.

Nie kłamał, w krótkim czasie doszli do niewielkiego włazu znajdującego się w ścianie korytarza. Zamocowany był przy nim niewielki panel kontrolny, w którym przewodnik wklepał kod otwierający przejście. Znaleźli się może nie w najprzytulniejszym miejscu, jakie Balalaika widziała, lecz było to o niebo lepsze od kanałów.

- Witajcie w moim domu, czujcie się jak u siebie. Tu nikt nas nie znajdzie. Musimy najpierw odpocząć, a potem porozmawiać.

„Dom” był de facto ogromną piwnicą, bardzo dobrze wyposażoną piwnicą, z jednym głównym pomieszczeniem, które zajmowało pewnie większość jej powierzchni. Z niego wychodziło kilka drzwi, do takich pomieszczeń jak łazienka czy niewielki magazyn. Panował tu typowy dla mężczyzn chaos, wszędzie można było znaleźć jakieś śmieci i broń, która zdawała się być wszechobecna. Cóż można było narzekać, ale najwyraźniej przyjdzie im spędzić tutaj trochę czasu.

68

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , on 20/10/2009 by Mira

Miała pustkę w głowie, kiedy znów podążała za swoim przewodnikiem. Balalaika nigdy nie była osobą przesadnie wierzącą, jej wiara opierała się wyłącznie na pragmatyce. Widok maszyny, która jeszcze przed chwilą była dla niej człowiekiem – aniołem… to było jednak zbyt wiele, by przejść do tego na porządku dziennym. A gdy jeszcze pomyślała, że i jej opiekun był tylko kupą żelastwa, zaprojektowaną pewnie tylko tak, by ona myślała, ze aniołowi zależy na niej… To było bardziej perfidne niż wszystkie numery Sejpra.

Imię dawnego kochanka powracało wciąż, jak niechciany list, któremu zapomniano dokleić znaczek.

Zabójca sprowadził bowiem Balalaikę do przejścia w kanałach – tego samego, o którym mówił Zed, jako o trasie ucieczki dla niej i Sejpra. Tylko że dawny kochanek już nie żył. Tak samo i stary zbieracz. Została tylko ona i ten milczący facet, który ją prowadził. Jeszcze tydzień temu być może kobiecie zależałoby na poznaniu przewodnika, teraz jednak nie miało to dla niej sensu. I tak niedługo któreś z nich umrze, może oboje. Im mniejsza wiedza o drugim człowieku, tym mniejszy ból po jego stracie.

Kanałowe przejście wedle planu Zeda miało być zaplombowane, ale najwidoczniej i tutaj toczyły się jakieś walki, bowiem zamiast włazu Balalaika ujrzała jedynie sporą wyrwę i leżącą wokół niej masę trupów. Część z nich – jak zauważyła po nie przemokniętych krwią naszywkach – to byli żołnierze Generała, resztę zaś tworzyła przedziwna zbierania ludzi. Nie byli oni może najlepiej wyposażeni, ale z pewnością mieli przewagę liczebną nad żołnierzami, przez co siły zdawały się być wyrównane.

„Tak, śmierć obdzieliła ich po równo.”

Szli dalej w milczeniu – pierwszy zabójca, zaraz po nim Balalaika. Choć nie myślała, ze to możliwe, otoczenie zmieniło się na gorsze. Teraz bowiem ciała, które napotykali często były porozszarpywane, jakby… nadgryzione. Widok plątających się między stopami flaków, przyprawił kobietę o mdłości.

Nagle przewodnik zatrzymał się i spojrzał na nią – widok okropności wokół nie wydawał się przy tym robić na nim jakiekolwiek wrażenie.

- W tym miejscu mieszkają stwory tak okrutne, iż nawet same aniołki boją się tutaj zapuszczać. – odezwał się półgłosem – Pewnie ruch w kanałach musiał przyciągnąć ich uwagę…oby były już najedzone. Miej oczy dookoła głowy, musimy przejść przez jedną z najstarszych części ścieków.

Balalaika pokiwała skwapliwie głową. Jednak po tym wszystkim… jakoś tak głupio byłoby zostać zjedzona przez jakiegoś potwora.

Szli dalej, a kanały zdawały się nie mieć końca. Właściwie można było zastanowić się czy mowa wciąż o podziemnych korytarzach czy całym mieście. Znajdowało się tu niemal wszystko, od starych przerdzewiałych pojazdów, po ruiny domostw (tak jakby była to pozostałość ulicy miasta z innego czasu). Brakowało jedynie żywych istot prócz dwójki wędrowców…

A może był ktoś jeszcze?

Od pewnego czasu Balalaice towarzyszyło wrażenie, że nie są sami i coś im towarzyszy. W miarę upływu czasu zyskała niemal pewność, kim jest owa istota.

- Daj spokój Radża. – szepnęła w kierunku, gdzie wyczuwała czyjąś obecność – Dostałaś swoje ostrzeżenie. Jeśli chcesz nas śledzić, zabiję cię. Jeśli zaś chcesz się przyłączyć, wyjdź z ukrycia.Mówiłam ci już, że nieładnie podglądać…

67

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , on 15/10/2009 by Zagadka

Wszystko rozstrzygnęło się w zaledwie kilka sekund.

Anioł był cholernie szybki…za szybki dla każdego człowieka. Coś świsnęło. Uderzenie kosy było niemal niedostrzegalne. Zabójca w ostatnim momencie cofnął się o krok wyciągając przed siebie swój automat.. Broń została bez najmniejszego problemu przecięta na pół, jednak mężczyzna uszedł cudem z życiem. Zamiast ostatecznego ciosu nastąpił, jednak wystrzał pistoletu.

Kula przemknęła obok niebianina szybując idealnie do adresata…małej dziewczynki.

Ta krzyknęła żałośnie upadając jednocześnie na plecy. Pocisk przeszedł przez jej ciało nie czyniąc żadnych szkód, po czym wbił się w ścianę za nią, dokładnie na wysokości jej głowy.

- Radża! - na obliczu białowłosego anioła nie było już cienia wesołości. Zastąpiła ją nieokiełznana wściekłość i strach. Rozpostarł skrzydła zasłaniając korytarz za sobą, po czym nieroztropnie odwrócił wzrok. Pragnął spojrzeć w oczy dziewczynki i dowiedzieć się czy nic jej się nie stało. Było to niemal komiczne. Morderca niezliczonej ilości istnień troszczył się o małą smarkule. Może i ich łączyła silne uczycie?

Nieznajomy nie zwykł marnować takich okazji. W jego rękach znalazła się broń, którą trzymał cały czas przewieszoną przez plecy.  Niewielki granatnik. Koniec lufy znalazł się zbyt blisko twarzy anioła, aby ten był w stanie zablokować pocisk. Inna sprawa, że oni też nie mieli szans przeżyć wybuchu.

– Zdychaj.

DUP!

Balalaika odruchowo zamknęła oczy, ale oprócz dziwnego dźwięku, który przywoływał na myśl zderzenie galaretki z podłogą, nic więcej się nie stało. Dopiero po chwili Radża zaczęła krzyczeć na całe gardło…

Światło wypełniające korytarz znikło, a jego wnętrze na powrót opanował mrok. Oczy musiały przyzwyczaić się do tej nagłej zmiany żeby dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Kobieta słyszała jedynie jak obok niej oddychał głośno zabójca. Co stało się jednak z aniołem?

- Chciałaś wiedzieć, przed czym uciekamy. – wychrypiał nieznajomy. - To teraz możesz się temu przyjrzeć z bliska.

Powoli przykucnęła.

Jej źrenice rozszerzyły się na tyle, aby mrok wreszcie mógł rozstąpić się ukazując humanoidalny kształt leżący nieopodal jej stóp. Ujrzała coś co nawet nie mogło pretendować do miana bożego stworzenia…to coś bowiem nie było istotą z krwi i kości. Nie miało skóry, zamiast niej było pokryte metalowymi płytkami, przez które co rusz wychodziły zwoje przewodów. Skrzydła były zaledwie żelaznym szkieletem, który pokrywała przezroczysta błona. Na szczęście jego twarz była okrutnie zmasakrowana i nie sposób było odgadnąć jej kształtu. To było maszyną.

- Zabójcza kupa złomu, której wydaje się, iż spełnia boską wolę. Paskudne połączenie. – głos nieznajomego przebił się przez wrzaski dziewczynki. Czy jednak dotarł do Balalaiki?

Kobieta wreszcie stanęła twarzą w twarz z prawdą. Określenie jej mianem „bolesna” nie oddawałoby nawet procenta rzeczywistości.

Kto oszalał?

Ona?

Świat?

A może sam Bóg postradał już dawno rozum?

66

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 07/10/2009 by Mira


To nie tak miał zacząć się dzień
Obiecał trwać lecz zawiódł i wiem
Wiem czym są łzy i wiem czym jest lęk
Że to koniec i szans coraz mniej

To nie tak miał skończyć się czas
Obiecał trwać lecz zadrwił i zgasł
Wiem czym są łzy i wiem czym jest lęk
Bo to koniec i mnie coraz mniej*

Balalaika uśmiechnęła się krzywo, lecz poza małą Radżą nikt nie zwrócił uwagi na ten gest mimiczny. Dziewczynka popatrzyła ze strachem na kobietę – tak, jak patrzy się na wariata. A przecież wcale nie trzeba było postradać zmysłów, by dostrzec w sytuacji analogie do bajkowych pojedynków. Dwie piękne damy, których honor został skalany oraz szlachetni rycerze, którzy zgodzili się reprezentować swe panie w szlachetnym pojedynku… szkoda tylko, że w napierdalance, która za chwilę zapewne nastąpi, szlachetność była chyba na ostatnim miejscu, a personami dramatu stali się:

W roli skrzywdzonej damy - okaleczona dziwka, która doprowadziła do zagłady
                            setek, jeśli nie tysięcy ludzi
W roli damy z pretensjami - pojebana smarkula, dziwadło
W roli błędnego rycerza - zabójca, młodszy brat Kuby Rozpruwacza
W roli paladyna sprawiedliwości - samozwańczy anioł służący pod wezwaniem
                                  wielkiej szatkownicy

Nie dając czasu aniołkowi na zmniejszenie dystansu, wysłannik Zeda wystrzelił w niego kilka pocisków. Każdy ze strzałów był precyzyjny i z pewnością powinien trafić celu. Powinien, lecz tak się nie stało. Skrzydlaty wyciągnął tylko dłoń przed siebie, uśmiech na jego pooranym bliznami obliczu bynajmniej nie znikał. Kule przeciwnika, znalazłszy jakiś metr przed celem gwałtownie wyhamowywały, by już po chwili bezwładnie opaść na posadzkę. Zabójca zmienił parokrotnie pozycję i cel wystrzału, lecz i to nic nie dawało. Niewidoczna tarcza zdawała się nie mieć żadnych słabych punktów. Anioł zaczął kroczyć w kierunku zabójcy z uniesioną kosą.

- I co, człowieczku? – odezwał się z kpiną – Dalej wątpisz w moc Pana?

- Bóg nie ma tu nic do czynienia. – odpowiedział bez emocji zabójca nie okazując zdenerwowania. Myślał.

Balalaika przyjrzała mu się. Widziała już „swojego” anioła w akcji. Nawet najlepsi ochroniarze Damiana nie byli dlań przeciwnikami. Ten tutaj posiadacz skrzydeł wyglądał na doświadczonego wojownika. Cóż mógł mu zrobić jeden człowiek? Kobieta spojrzała na pistolet, który włożył jej w dłoń. Mimo że krew wielu splamiła jej ręce, dał jej broń, zaufał jej, bo… byli ludźmi.

Przymknąwszy powieki, przez chwilę jeszcze kobieta wahała się czy powinna znów stać się marionetka w wielkim (być może boskim) planie zniszczenia jej gatunku.

„ Pieprzyć takiego stwórcę.”

Podniosła broń i wycelowała. Pociągnęła za spust. Kula jednak nie była przeznaczona dla pokiereszowanego anioła, lecz jego podopiecznej. Ta mała suka już dawno prosiła się o lekcję pokory. Niech wie, że nie powinno się ani podglądać, ani tym bardziej skarżyć na innych.

Co prawda Balalaika nie bardzo wierzyła, że będzie w stanie zranić Radżę, liczyła jednak na to, iż jej skrzydlaty opiekun zareaguje i być może odsłoni się, ratując dziecko. To tyle w temacie szlachetności.

* K.Kowalska, Czekając Na

65

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 06/10/2009 by Zagadka

- Przed czym? – powtórzył pytanie grobowym głosem. – Przed tymi żałosnymi stworzeniami, które są jedynie karykaturą boskich sług. To nie są anioły, wierz mi, a teraz skup się i nie zwalniaj. Jeśli będziemy mieć szczęście to może nie natrafimy na żadnego z nich. Ich uwaga skoncentrowała się na kilku miejscach, w których ludzie nie dali się tak po prostu unicestwić.

Zabójca odwrócił się i zrobił kilka kroków, lecz kobieta, po którą przyszedł dalej stała w miejscu. Zobaczyła za dużo strasznych rzeczy, żeby teraz ślepo go słuchać. Rozumiał to i choć nie był to najlepszy czas na dyskusję postanowił pójść jej na rękę.

- Dokąd uciekamy?

- Najpierw do mojej kryjówki, która powinna być wciąż bezpieczna, a potem…potem udamy się w miejsce, które siedzi w twojej głowie. Nie każ mi teraz reszty wyjaśniać bo i sam nie rozumiem wszystkiego. – tym razem Balalaika skinęła głową aprobując otrzymane informację. Czy w ogóle wywarły na niej jakieś wrażenie? Czy była już jedynie pustą skorupą?

Ruszyli.

Nieznajomy bardzo sprawnie orientował się w rozmieszczeniu pomieszczeń i dopiero po chwili jego partnerka zauważyła niewielkie, prostokątne urządzenie przytwierdzone do jego lewej ręki, które musiało mu służyć za mapę. Posiadał sprzęt z najwyższej pułki, co mogło oznaczać, iż rzeczywiście musiał być dobrym przyjacielem Zed’a, a przynajmniej jego umiejętności były wartę fortunę.

Zabójca doprowadził ich do podłużnego, dobrze oświetlonego korytarza, na którym znajdowały się wejścia do wind prowadzących na niższe poziomy. Przywołał jedną, a następnie sięgnął za plecy wyjmując niewielki pistolet.

- Trzymaj na wszelki wypadek. – podał go Balalaicę nawet przez sekundę nie zastanawiając się czy było to dobre posunięcie. Nie znał jej, a jednak podejrzanie jej ufał. Ile tak naprawdę o niej wiedział?

Minutę później jechali już w dół.

Mężczyzna stał nieruchomo wpatrując się w końcówki swoich butów. Milczał, nawet jego oddechu nie dało się usłyszeć. Był niczym posąg z tą tylko różnicą, że rzeźby nie są maszynkami zdolnymi zabić człowieka w sposób tak szybki, iż ten nawet nie zorientuje się, że umiera.

-Dobra nasza, teraz już powinno być łatwiej. – skomentował niejasno, gdy winda zatrzymała się na najniższym piętrze. – Pójdziemy przez kanały…

- Obawiam się, że tak się nie stanie. – szyderczy głos odezwał się z korytarza, który właśnie ukazał się ich oczom. Całe pomieszczenie zalewał blask towarzyszący skrzydlatym istotą. Jakieś pięć metrów od nich stał anioł, którego Balalaika już wcześniej widziała. Miał białe włosy, okropne blizny na całym ciele i prawdopodobnie co najważniejsze, trzymał w rękach kosę. Tuż za nim stała wystraszona Radża.

- Nie wiem doprawdy gdzie podział się twój strażnik kobieto, ale w takim razie osobiście dopilnuje, żebyś została bezpiecznie odstawiona na miejsce. – nawet skrzydlaci traktują ją jak przedmiot. – Na szczęście moja dziewczynka, naskarżyła na was, że próbowaliście się wymknąć. To niedobrze, to bardzo niedobrze. A teraz zabójco poznasz smak bożego gniewu…

Co zrobi Balalaika? Czy pomoże mężczyźnie, o którym nic nie wie czy wesprze wysłannika samego Boga?