71

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 31/10/2009 by Zagadka

- Co racja to racja. – odpowiedział zabójca, a na jego obliczu zagościła po raz pierwszy oznaka posiadania jakichkolwiek emocji. Niewielki, lecz szczery uśmiech.  Mimo tego, że bardzo szybko zniknął nie dało się go przeoczyć. Aż trudno było uwierzyć, że mięśnie twarzy tego człowieka były zdolne do wyrażenia takiej ekspresji.

Gospodarz wskazał palcem na jedne z drzwi, szare, pokryte masą niewielkich wgłębień – zapewne pozostałości po nożu. Nie wyglądały zachęcająco. Kojarzyły się prędzej z pokojem wyjętym wprost z horrorów, w którym bohaterowie byli poddawani raz za razem coraz wymyślniejszym torturom. Nawet Radża zrobiła kwaśną minę spoglądając na nie.

- Spokojnie, tam jest tylko prysznic. – zapewnił uspokajająco mężczyzna, a następnie zwrócił się do dziewczynki. – Idź mała jako pierwsza, ja tymczasem spróbuje znaleźć jakieś czyste ubranie dla ciebie. Zawołaj jak skończysz to podrzucę ci je przez drzwi.

- A..ale…dobrze. – popatrzyła z nadzieją na Balalaikę, jednak równie szybko zrezygnowała z wypowiedzenia na głos prośby. Nie chciała być sama, nie teraz, nie po tym co zobaczyła. Obdarzyła smutnym uśmiechem gospodarza, po czym ruszyła do łazienki niepewnym krokiem.

Zostali sami.

Zabójca nie kwapił się jednak do podjęcia dialogu. Był człowiekiem, który cenił ciszę, a w jego fachu była to bardzo pożądana cecha. Otworzył wielki kufer i zaczął przegrzebywać go co jakiś czas wyrzucając na zewnątrz ubrania.

- Powinnaś jej odpuścić, jest dokładnie w takim samym położeniu jak ty, a może kiedyś twoje życie będzie zależało właśnie od niej. – odezwał się nie przerywając dotychczasowej czynności. – Kto mógł wiedzieć, czym naprawdę były te…anioły? Może Zed zdawał sobie z tego sprawę.  Mimo, że miał swoje lata, to jego rozum był wciąż ostry jak brzytwa. Wciąż nie wierzę, że dał się tak po prostu zabić. Teraz nam już nie pomoże.

Wyjął kilka chłopięcych ubrań, które starannie ułożył na najbliższej kanapie, a następnie włożył z powrotem porozrzucane części garderoby. Przeniósł się do starej szafy, z której wyciągnął ciemny kobiecy kombinezom. Położy go równie pieczołowicie przed Balalaiką.

- Powinien pasować.  – rzucił krótko, odwracając wzrok. – Nie obwiniaj się, to nie twoja wina. Wyniku tej chorej gry nikt nie był w stanie przewidzieć. Jeżeli się poddasz to nie będzie przyszłości dla ludzi…

W tym samym momencie Radża zawołała prosząc o ubrania, które następnie mężczyzna podał przez ledwo uchylone drzwi. Dziewczynka pięć minut później wyszła z pomieszczenia cała czerwona na buzi. Rzeczy pasowały na nią – nie licząc zbyt krótkich nogawek spodni – sprawiając, iż wyglądała jak chłopiec. Nie chciała bądź bała się narzekać. Zamiast tego ułożyła się szybko na jednej z kanap i błyskawicznie zasnęła.

Teraz przyszła kolej na Balalaikę. Łazienka była nieduża, ale w przeciwieństwie do głównego pomieszczenia, zadbano tutaj o higienę. W środku unosił się obłok pary wodnej, który przyjemnie nawilżał brudną napiętą skórę. Na hakach umocowanych na drzwiach, wisiały cztery szorstkie, brunatne ręczniki, a w małym koszyczku znajdującym się pod prysznicem kobieta zauważyła spory kawałek szarego mydła. W porównaniu do luksusowej łazienki, z jakiej korzystała u Baby’ego przedstawiało się to nad wyraz dziadowsko, ale przynajmniej miała pewność, że nikt jej nie przerwie i nie wypieprzy.

Będzie mogła zmyć z siebie brud kanałów…brud swoich czynów.

Czego by jednak nie robiła, jedno pytanie powracało.

Czy rzeczywiście nic nie mogła zrobić??

70

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 28/10/2009 by Mira

Balalaika siadła z boku, na kupie rzeczy, pod która wyglądało, że znajdował się jakiś stary fotel. Podkuliwszy nogi pod brodę, przytuliła do nich twarz. Była bardzo zmęczona… mimo to jednak nie potrafiła zamknąć oczu. Spod spuszczonych nieco powiek obserwowała dziecko i zabójcę.

„Też mi duet…”

Nie chciała przyznać, że słowa mężczyzny zrobiły na niej jakiejś wrażenie, ale postanowiła być twarda i taka właśnie była. I niby jak, jako zdrajczyni własnej rasy, która miała na rękach już pewnie krew tysięcy istnień, miałaby się przejmować jednym bachorem?

„To zresztą zawsze tak jest” – przekonywała sama siebie – „Facet jest wspaniałomyślny, ale kto ma matkować szczylowi? Kobieta, bo niby ma to w genach. Pierdole taki układ. Nie mogłam mieć w genach jako dziwka chwili słabości, nie mogłam mieć złego humoru, nie mogłam mieć uczuć, więc niech się teraz nie dziwią, że matkowanie też mam w dupie!”

Odruchowo spojrzała jeszcze raz na Radżę. Dziewczynka wydawała się faktycznie przybita wiedzą o… anatomii aniołów. Oto jaki był efekt frazesów Imamma – zdeptane marzenia. Tymczasem Balalaika nauczyła się już dawno, ze w życiu nic nie jest do końca białe ani czarne. Dlaczego jej anioł tak walczył o nią? Dlaczego teraz go nie było, choć jak rzekł opiekun Radży – powinien? Dlaczego w końcu wahał się i smucił, gdy obiecywał Balalaice wielką nagrodę?

Ta technologia wydawała się przerastać Jeruzalem o kilka wieków, dlaczego więc nie miałaby posiadać również elementów własnej woli?

Kobieta przymknęła oczy. Choć nie potrafiła się dotychczas świadomie porozumiewać ze swoim opiekunem, spróbowała teraz odnaleźć tę nić porozumienia między nimi.

Aniołku… Robociku… Słyszysz mnie? Dziękuję. Dziękuję, że mnie puściłeś. Jeśli kiedyś zechcesz zaznać bolesnej wolności… zapraszam.”

Zachichotała w duchu, wiedząc jak banalny musiał wypaść ten przekaz. Może lepiej żeby nigdzie nie dotarł… Nagle poczuła przy sobie silną woń męskiego ciała. Otworzyła oczy i spojrzała na zabójcę. Trzymał wyciągniętą w jej stronę jakąś puszkę, której wieko zostało krzywo otwarte nożem. Wyraz twarzy mężczyzny pozostawał jak zwykle beznamiętny.

- Jedzenie. – powiedział krótko.

Było to jednak magiczne słowo, od którego Balalaika poczuła bolesny skurcz żołądka. Jak dawno nie jadła? Możliwe, że była na jakiejś kroplówce, gdy jej ciało się regenerowało, ale takie zwyczajne jedzenie… Porwała puszkę szybkim gestem, jakby spodziewając się, że facet zaraz się rozmyśli.

- Dzięki. – udało jej się jeszcze wymówić, po czym całe usta zapchała jej jakaś mielonka. Smak może nie zachwycał, ale to było mięso!

Ponieważ jej towarzysze zareagowali podobnie, a szczególnie agresywna okazała się Radża, która czasem wręcz mruczała z zadowolenia, Balalaika nie zamierzała się krępować, jedząc rękami. Po skończonym posiłku teoretycznie przyszedł czas na sen, jednak unoszący się z ciał trójki ludzi odór kanałów, skutecznie cucił kobietę.

- Uratowałeś nam zapewne życie – zwróciła się do zabójcy – Dlatego jestem ci bardzo wdzięczna, ale skoro tymczasowo jesteśmy bezpieczni… czy nie masz tu jakiegoś prysznica albo chociaż miski z wodą? Capimy. – po czym dodała jeszcze wymowniej – Wszyscy.

69

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 27/10/2009 by Zagadka

Przez moment nic się nie działo, aż wreszcie zza wraku przerdzewiałego samochodu wyszła znajoma dziewczynka. Jej białe ubranko było paskudnie ubrudzone zielonym i brązowym szlamem, którego było pod dostatkiem w kanałach. Gdy zbliżyła się bardziej bez większych trudności można było dostrzec ślady po potoku łez, jaki wylała opłakując skrzydlatego opiekuna. Obecnie jej buźka nie zdradzała jednak smutku czy rozpaczy, lecz wielką determinację. Po śmierci białowłosego anioła szybko uciekła, kiedy tylko zabójca spróbował się do niej zbliżyć. Teraz wróciła do nich i nic nie wskazywało na to żeby miała sprowadzić na nich kolejne kłopoty.

- Zabierzcie mnie ze sobą. – wydusiła w końcu z siebie. Cała drżała, ale zacięcie nie schodziło z jej twarzy. Zrobiła parę kroków w kierunku Balalaiki rzucając kobiecie wyzwanie swoim spojrzeniem. – Skoro to wszystko co mówił Za’afiel jest kłamstwem to nie pójdziemy do raju, prawda? Skoro aniołki nie są prawdziwe to czym my jesteśmy?

Złapała za swoją sukienkę i szybkim ruchem przełożyła materiał przez głowę, po czym rzuciła go w błoto. Stała teraz przed nimi jedynie w bawełnianych majteczkach, które wyglądały na przemoczone. Na całym jej drobnym dziecięcym ciele pojawiła się gęsia skórka. Radża nie przejmowała się zimnem, jej głowa była zajęta rzeczami, o których dziewczynki w jej wieku nie powinny mieć nawet nocnych koszmarów. Rączkami próbowała objąć anielską pieczęć, która tkwiła w samym środku jej brzuszka. Nie była w stanie za nią złapać, ani tym bardziej jej wyrwać. Zrezygnowana padła na kolana, prawie do pasa lądując w paskudnej wodzie. Znów podniosła wzrok na kobietę próbując coś powiedzieć. Je usteczka poruszały się nie wydając dźwięków, lecz zarówno mężczyzna jak i Balalaika wiedzieli, jaką treść chciała im przekazać.

„Zabierzcie mnie ze sobą.”

- Twoje problemy, to twoja sprawa dziecko, ale możesz z nami iść. Dopóki nie będziesz nas opóźniać. – chłodna odpowiedź kobiety nawet na twarzy zabójcy wywołała ledwie dostrzegalny wyraz zniesmaczenia. On zresztą nie czekając już dłużej podszedł do dziewczynki i podniósł ją z ziemi. Ta nie protestowała. W jego potężnych rękach wyglądała teraz jak niemowlę.

- Na miłość boską, ostatecznie to tylko dziecko. Nawet ja nie mogę jej tutaj zostawić. – powiedział z dostrzegalnym wyrzutem w głosie. Nie chciał wdawać się jednakże w niepotrzebne dyskusję, nie w takim miejscu. Ruszył w dalszą drogę nie oglądając się na towarzyszkę.

Po niespełna kilkunastu minutach Radża udowodniła, iż nie tylko nie będzie ciężarem, ale również potrafi być przydatna. Do tej pory wtulona w zabójcę, nagle odżyła i gestem rozpostartej dłoni nakazała przerwanie marszu. Oboje dorośli obrzucili ją spojrzeniami pełnymi irytacji i ciekawości jednocześnie, która zresztą szybko została zaspokojona. Jakieś dwadzieścia metrów przed nimi, tuż na krańcu widoczności, przesuwały się przed nimi zdeformowane ludzkie kształty. Nie mogli dostrzec szczegółów ich budowy i raczej nie chcieli.

- Błądźcie cicho to sobie pójdą. Nie potrzebują więcej jedzenia. – wyszeptała małą przewodniczka, a oni nie zamierzali się spierać z nią co do tej kwestii. Mutanci posiadali różne rozmiary. Niektórzy nie mieli nawet metra wysokości, inni z kolei wyglądali jak chodzące czołgi. Kim oni byli? Czy zawsze mieszkali pod Jeruzalem? Na te kilka pytań pewnie żadne z nich nie usłyszy nigdy odpowiedzi.

Balalaika o mało nie krzyknęła, gdy poczuła jak coś śliskiego obciera się o jej łydkę. W wodzie wiło się coś podłużnego. Macka, nie, kilka macek wracało teraz po udanym żerowaniu, do jakiegoś nieznanego monstrum. O mało co nie nadepnęli wcześniej na nie. Pytanie tylko czy nie zostaną zauważeni? Po kilku kurewsko długich minutach, obrzydliwe kończyny bestii jednak zniknęły tak jak i stado humanoidalnych potworów.

- Możemy już iść. – powiedziała dziewczynka, ale zabójca odczekał jeszcze dobre trzy minuty zanim ruszył dalej. Przez te chwile grozy jedyną oznaką zdenerwowania tego człowieka było kilka kropel potu, jakie spłynęły mu po twarzy. Nic więcej. Nie wyglądał też na osobę, która nie miała już po prostu sił na emocję. Raczej wydawał się kimś, kto przeszedł całe piekło wzdłuż i wszerz eliminując całą diabelską brać.

- Dzięki mała. Teraz już jesteśmy bezpieczny. – zakomunikował, gdy wreszcie opuścili najstarszą część miejskiej kanalizacji. – Jeszcze trochę i będziemy mogli odpocząć.

Nie kłamał, w krótkim czasie doszli do niewielkiego włazu znajdującego się w ścianie korytarza. Zamocowany był przy nim niewielki panel kontrolny, w którym przewodnik wklepał kod otwierający przejście. Znaleźli się może nie w najprzytulniejszym miejscu, jakie Balalaika widziała, lecz było to o niebo lepsze od kanałów.

- Witajcie w moim domu, czujcie się jak u siebie. Tu nikt nas nie znajdzie. Musimy najpierw odpocząć, a potem porozmawiać.

„Dom” był de facto ogromną piwnicą, bardzo dobrze wyposażoną piwnicą, z jednym głównym pomieszczeniem, które zajmowało pewnie większość jej powierzchni. Z niego wychodziło kilka drzwi, do takich pomieszczeń jak łazienka czy niewielki magazyn. Panował tu typowy dla mężczyzn chaos, wszędzie można było znaleźć jakieś śmieci i broń, która zdawała się być wszechobecna. Cóż można było narzekać, ale najwyraźniej przyjdzie im spędzić tutaj trochę czasu.

68

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , on 20/10/2009 by Mira

Miała pustkę w głowie, kiedy znów podążała za swoim przewodnikiem. Balalaika nigdy nie była osobą przesadnie wierzącą, jej wiara opierała się wyłącznie na pragmatyce. Widok maszyny, która jeszcze przed chwilą była dla niej człowiekiem – aniołem… to było jednak zbyt wiele, by przejść do tego na porządku dziennym. A gdy jeszcze pomyślała, że i jej opiekun był tylko kupą żelastwa, zaprojektowaną pewnie tylko tak, by ona myślała, ze aniołowi zależy na niej… To było bardziej perfidne niż wszystkie numery Sejpra.

Imię dawnego kochanka powracało wciąż, jak niechciany list, któremu zapomniano dokleić znaczek.

Zabójca sprowadził bowiem Balalaikę do przejścia w kanałach – tego samego, o którym mówił Zed, jako o trasie ucieczki dla niej i Sejpra. Tylko że dawny kochanek już nie żył. Tak samo i stary zbieracz. Została tylko ona i ten milczący facet, który ją prowadził. Jeszcze tydzień temu być może kobiecie zależałoby na poznaniu przewodnika, teraz jednak nie miało to dla niej sensu. I tak niedługo któreś z nich umrze, może oboje. Im mniejsza wiedza o drugim człowieku, tym mniejszy ból po jego stracie.

Kanałowe przejście wedle planu Zeda miało być zaplombowane, ale najwidoczniej i tutaj toczyły się jakieś walki, bowiem zamiast włazu Balalaika ujrzała jedynie sporą wyrwę i leżącą wokół niej masę trupów. Część z nich – jak zauważyła po nie przemokniętych krwią naszywkach – to byli żołnierze Generała, resztę zaś tworzyła przedziwna zbierania ludzi. Nie byli oni może najlepiej wyposażeni, ale z pewnością mieli przewagę liczebną nad żołnierzami, przez co siły zdawały się być wyrównane.

„Tak, śmierć obdzieliła ich po równo.”

Szli dalej w milczeniu – pierwszy zabójca, zaraz po nim Balalaika. Choć nie myślała, ze to możliwe, otoczenie zmieniło się na gorsze. Teraz bowiem ciała, które napotykali często były porozszarpywane, jakby… nadgryzione. Widok plątających się między stopami flaków, przyprawił kobietę o mdłości.

Nagle przewodnik zatrzymał się i spojrzał na nią – widok okropności wokół nie wydawał się przy tym robić na nim jakiekolwiek wrażenie.

- W tym miejscu mieszkają stwory tak okrutne, iż nawet same aniołki boją się tutaj zapuszczać. – odezwał się półgłosem – Pewnie ruch w kanałach musiał przyciągnąć ich uwagę…oby były już najedzone. Miej oczy dookoła głowy, musimy przejść przez jedną z najstarszych części ścieków.

Balalaika pokiwała skwapliwie głową. Jednak po tym wszystkim… jakoś tak głupio byłoby zostać zjedzona przez jakiegoś potwora.

Szli dalej, a kanały zdawały się nie mieć końca. Właściwie można było zastanowić się czy mowa wciąż o podziemnych korytarzach czy całym mieście. Znajdowało się tu niemal wszystko, od starych przerdzewiałych pojazdów, po ruiny domostw (tak jakby była to pozostałość ulicy miasta z innego czasu). Brakowało jedynie żywych istot prócz dwójki wędrowców…

A może był ktoś jeszcze?

Od pewnego czasu Balalaice towarzyszyło wrażenie, że nie są sami i coś im towarzyszy. W miarę upływu czasu zyskała niemal pewność, kim jest owa istota.

- Daj spokój Radża. – szepnęła w kierunku, gdzie wyczuwała czyjąś obecność – Dostałaś swoje ostrzeżenie. Jeśli chcesz nas śledzić, zabiję cię. Jeśli zaś chcesz się przyłączyć, wyjdź z ukrycia.Mówiłam ci już, że nieładnie podglądać…

67

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , on 15/10/2009 by Zagadka

Wszystko rozstrzygnęło się w zaledwie kilka sekund.

Anioł był cholernie szybki…za szybki dla każdego człowieka. Coś świsnęło. Uderzenie kosy było niemal niedostrzegalne. Zabójca w ostatnim momencie cofnął się o krok wyciągając przed siebie swój automat.. Broń została bez najmniejszego problemu przecięta na pół, jednak mężczyzna uszedł cudem z życiem. Zamiast ostatecznego ciosu nastąpił, jednak wystrzał pistoletu.

Kula przemknęła obok niebianina szybując idealnie do adresata…małej dziewczynki.

Ta krzyknęła żałośnie upadając jednocześnie na plecy. Pocisk przeszedł przez jej ciało nie czyniąc żadnych szkód, po czym wbił się w ścianę za nią, dokładnie na wysokości jej głowy.

- Radża! - na obliczu białowłosego anioła nie było już cienia wesołości. Zastąpiła ją nieokiełznana wściekłość i strach. Rozpostarł skrzydła zasłaniając korytarz za sobą, po czym nieroztropnie odwrócił wzrok. Pragnął spojrzeć w oczy dziewczynki i dowiedzieć się czy nic jej się nie stało. Było to niemal komiczne. Morderca niezliczonej ilości istnień troszczył się o małą smarkule. Może i ich łączyła silne uczycie?

Nieznajomy nie zwykł marnować takich okazji. W jego rękach znalazła się broń, którą trzymał cały czas przewieszoną przez plecy.  Niewielki granatnik. Koniec lufy znalazł się zbyt blisko twarzy anioła, aby ten był w stanie zablokować pocisk. Inna sprawa, że oni też nie mieli szans przeżyć wybuchu.

– Zdychaj.

DUP!

Balalaika odruchowo zamknęła oczy, ale oprócz dziwnego dźwięku, który przywoływał na myśl zderzenie galaretki z podłogą, nic więcej się nie stało. Dopiero po chwili Radża zaczęła krzyczeć na całe gardło…

Światło wypełniające korytarz znikło, a jego wnętrze na powrót opanował mrok. Oczy musiały przyzwyczaić się do tej nagłej zmiany żeby dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Kobieta słyszała jedynie jak obok niej oddychał głośno zabójca. Co stało się jednak z aniołem?

- Chciałaś wiedzieć, przed czym uciekamy. – wychrypiał nieznajomy. - To teraz możesz się temu przyjrzeć z bliska.

Powoli przykucnęła.

Jej źrenice rozszerzyły się na tyle, aby mrok wreszcie mógł rozstąpić się ukazując humanoidalny kształt leżący nieopodal jej stóp. Ujrzała coś co nawet nie mogło pretendować do miana bożego stworzenia…to coś bowiem nie było istotą z krwi i kości. Nie miało skóry, zamiast niej było pokryte metalowymi płytkami, przez które co rusz wychodziły zwoje przewodów. Skrzydła były zaledwie żelaznym szkieletem, który pokrywała przezroczysta błona. Na szczęście jego twarz była okrutnie zmasakrowana i nie sposób było odgadnąć jej kształtu. To było maszyną.

- Zabójcza kupa złomu, której wydaje się, iż spełnia boską wolę. Paskudne połączenie. – głos nieznajomego przebił się przez wrzaski dziewczynki. Czy jednak dotarł do Balalaiki?

Kobieta wreszcie stanęła twarzą w twarz z prawdą. Określenie jej mianem „bolesna” nie oddawałoby nawet procenta rzeczywistości.

Kto oszalał?

Ona?

Świat?

A może sam Bóg postradał już dawno rozum?

66

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 07/10/2009 by Mira


To nie tak miał zacząć się dzień
Obiecał trwać lecz zawiódł i wiem
Wiem czym są łzy i wiem czym jest lęk
Że to koniec i szans coraz mniej

To nie tak miał skończyć się czas
Obiecał trwać lecz zadrwił i zgasł
Wiem czym są łzy i wiem czym jest lęk
Bo to koniec i mnie coraz mniej*

Balalaika uśmiechnęła się krzywo, lecz poza małą Radżą nikt nie zwrócił uwagi na ten gest mimiczny. Dziewczynka popatrzyła ze strachem na kobietę – tak, jak patrzy się na wariata. A przecież wcale nie trzeba było postradać zmysłów, by dostrzec w sytuacji analogie do bajkowych pojedynków. Dwie piękne damy, których honor został skalany oraz szlachetni rycerze, którzy zgodzili się reprezentować swe panie w szlachetnym pojedynku… szkoda tylko, że w napierdalance, która za chwilę zapewne nastąpi, szlachetność była chyba na ostatnim miejscu, a personami dramatu stali się:

W roli skrzywdzonej damy - okaleczona dziwka, która doprowadziła do zagłady
                            setek, jeśli nie tysięcy ludzi
W roli damy z pretensjami - pojebana smarkula, dziwadło
W roli błędnego rycerza - zabójca, młodszy brat Kuby Rozpruwacza
W roli paladyna sprawiedliwości - samozwańczy anioł służący pod wezwaniem
                                  wielkiej szatkownicy

Nie dając czasu aniołkowi na zmniejszenie dystansu, wysłannik Zeda wystrzelił w niego kilka pocisków. Każdy ze strzałów był precyzyjny i z pewnością powinien trafić celu. Powinien, lecz tak się nie stało. Skrzydlaty wyciągnął tylko dłoń przed siebie, uśmiech na jego pooranym bliznami obliczu bynajmniej nie znikał. Kule przeciwnika, znalazłszy jakiś metr przed celem gwałtownie wyhamowywały, by już po chwili bezwładnie opaść na posadzkę. Zabójca zmienił parokrotnie pozycję i cel wystrzału, lecz i to nic nie dawało. Niewidoczna tarcza zdawała się nie mieć żadnych słabych punktów. Anioł zaczął kroczyć w kierunku zabójcy z uniesioną kosą.

- I co, człowieczku? – odezwał się z kpiną – Dalej wątpisz w moc Pana?

- Bóg nie ma tu nic do czynienia. – odpowiedział bez emocji zabójca nie okazując zdenerwowania. Myślał.

Balalaika przyjrzała mu się. Widziała już „swojego” anioła w akcji. Nawet najlepsi ochroniarze Damiana nie byli dlań przeciwnikami. Ten tutaj posiadacz skrzydeł wyglądał na doświadczonego wojownika. Cóż mógł mu zrobić jeden człowiek? Kobieta spojrzała na pistolet, który włożył jej w dłoń. Mimo że krew wielu splamiła jej ręce, dał jej broń, zaufał jej, bo… byli ludźmi.

Przymknąwszy powieki, przez chwilę jeszcze kobieta wahała się czy powinna znów stać się marionetka w wielkim (być może boskim) planie zniszczenia jej gatunku.

„ Pieprzyć takiego stwórcę.”

Podniosła broń i wycelowała. Pociągnęła za spust. Kula jednak nie była przeznaczona dla pokiereszowanego anioła, lecz jego podopiecznej. Ta mała suka już dawno prosiła się o lekcję pokory. Niech wie, że nie powinno się ani podglądać, ani tym bardziej skarżyć na innych.

Co prawda Balalaika nie bardzo wierzyła, że będzie w stanie zranić Radżę, liczyła jednak na to, iż jej skrzydlaty opiekun zareaguje i być może odsłoni się, ratując dziecko. To tyle w temacie szlachetności.

* K.Kowalska, Czekając Na

65

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 06/10/2009 by Zagadka

- Przed czym? – powtórzył pytanie grobowym głosem. – Przed tymi żałosnymi stworzeniami, które są jedynie karykaturą boskich sług. To nie są anioły, wierz mi, a teraz skup się i nie zwalniaj. Jeśli będziemy mieć szczęście to może nie natrafimy na żadnego z nich. Ich uwaga skoncentrowała się na kilku miejscach, w których ludzie nie dali się tak po prostu unicestwić.

Zabójca odwrócił się i zrobił kilka kroków, lecz kobieta, po którą przyszedł dalej stała w miejscu. Zobaczyła za dużo strasznych rzeczy, żeby teraz ślepo go słuchać. Rozumiał to i choć nie był to najlepszy czas na dyskusję postanowił pójść jej na rękę.

- Dokąd uciekamy?

- Najpierw do mojej kryjówki, która powinna być wciąż bezpieczna, a potem…potem udamy się w miejsce, które siedzi w twojej głowie. Nie każ mi teraz reszty wyjaśniać bo i sam nie rozumiem wszystkiego. – tym razem Balalaika skinęła głową aprobując otrzymane informację. Czy w ogóle wywarły na niej jakieś wrażenie? Czy była już jedynie pustą skorupą?

Ruszyli.

Nieznajomy bardzo sprawnie orientował się w rozmieszczeniu pomieszczeń i dopiero po chwili jego partnerka zauważyła niewielkie, prostokątne urządzenie przytwierdzone do jego lewej ręki, które musiało mu służyć za mapę. Posiadał sprzęt z najwyższej pułki, co mogło oznaczać, iż rzeczywiście musiał być dobrym przyjacielem Zed’a, a przynajmniej jego umiejętności były wartę fortunę.

Zabójca doprowadził ich do podłużnego, dobrze oświetlonego korytarza, na którym znajdowały się wejścia do wind prowadzących na niższe poziomy. Przywołał jedną, a następnie sięgnął za plecy wyjmując niewielki pistolet.

- Trzymaj na wszelki wypadek. – podał go Balalaicę nawet przez sekundę nie zastanawiając się czy było to dobre posunięcie. Nie znał jej, a jednak podejrzanie jej ufał. Ile tak naprawdę o niej wiedział?

Minutę później jechali już w dół.

Mężczyzna stał nieruchomo wpatrując się w końcówki swoich butów. Milczał, nawet jego oddechu nie dało się usłyszeć. Był niczym posąg z tą tylko różnicą, że rzeźby nie są maszynkami zdolnymi zabić człowieka w sposób tak szybki, iż ten nawet nie zorientuje się, że umiera.

-Dobra nasza, teraz już powinno być łatwiej. – skomentował niejasno, gdy winda zatrzymała się na najniższym piętrze. – Pójdziemy przez kanały…

- Obawiam się, że tak się nie stanie. – szyderczy głos odezwał się z korytarza, który właśnie ukazał się ich oczom. Całe pomieszczenie zalewał blask towarzyszący skrzydlatym istotą. Jakieś pięć metrów od nich stał anioł, którego Balalaika już wcześniej widziała. Miał białe włosy, okropne blizny na całym ciele i prawdopodobnie co najważniejsze, trzymał w rękach kosę. Tuż za nim stała wystraszona Radża.

- Nie wiem doprawdy gdzie podział się twój strażnik kobieto, ale w takim razie osobiście dopilnuje, żebyś została bezpiecznie odstawiona na miejsce. – nawet skrzydlaci traktują ją jak przedmiot. – Na szczęście moja dziewczynka, naskarżyła na was, że próbowaliście się wymknąć. To niedobrze, to bardzo niedobrze. A teraz zabójco poznasz smak bożego gniewu…

Co zrobi Balalaika? Czy pomoże mężczyźnie, o którym nic nie wie czy wesprze wysłannika samego Boga?

64

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , on 06/10/2009 by Mira

Balalaika posłusznie, niemal automatycznie wypełniła polecenie. Mężczyzna, który nie patrzył na nią jak na pokarm, nie wyzwalał instynktów obronnych nawet jeśli jego oczy były oczami trupa, a w ręku ściskał broń. Czy mógł on zresztą wywrzeć wrażenie na kobiecie, która widziała tak wiele?

Ruszyła za bezimiennym zabójcą przekradając się surowym korytarzem. Chociaż znajdujące się po obu stronach pokoje były bliźniaczo podobne i stanowiły prawdopodobnie kwatery wyżej postawionych „aniołków”, poziom technologiczny otoczenia bił na głowę to, do czego przywykła Balalaika w Jeruzalem. Takie rzeczy znajdowały się tylko w wieżowcach i to na najwyższych piętrach. Przewodnik jednak nie zdawał się czuć zagubionym. Szedł pewnym krokiem przyczajonego drapieżcy, sprawdzając teren przed nimi.

„Co ja robię?”

Balalaika przystanęła.

„Nie ma już dla mnie odkupienia. Cokolwiek chcą mi tu zrobić, zasłużyłam na to po stokroć. On mówił co prawda, że dobrze zrobiłam i czeka mnie nagroda. Dobre sobie… Anioł nie potrafi kłamać. Choć tyle pozostało z mitów biblijnych…”

Ponieważ kroki kobiety umilkły, mężczyzna również przystanął i odwrócił się z wyrazem pustki na twarzy.

-         Co się stało? – zapytał, choć w jego głosie nie było ani odrobiny ciekawości.

Ten człowiek po prostu wypełniał misję, jedną z wielu. Nie musiał wkładać kutasa w usta Balalaice, by i tak postrzegać ją jak przedmiot.

-         Kim jesteś? Dokąd idziemy? – spytała, starając się opanować wrażenie chłodu, który za każdym razem owiewał ją, gdy spotykała wzrokiem zabójcę.

-         Mówiłem ci. Jestem przyjacielem Zeda. Pomagam ci uciec.

-         Uciec… dokąd? I przed czym?

„Przecież nigdy nie ucieknę sama przed sobą.”

63

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , on 27/09/2009 by Zagadka

Po tym co zrobiła, po wyborze, którego dokonała, tak po prostu zasnęła. Była tak potwornie zmęczona, że tym razem żaden sen nie zakłócił jej odpoczynku. Odkąd całe to szaleństwo się zaczęło, nie miała okazji porządnie zregenerować sił, nie mówiąc o ciągłym poczuciu zagrożenia, jakie towarzyszyło jej na każdym kroku. A teraz? Któż teraz mógłby jej zagrażać? Miała u swojego boku anioła, który najwyraźniej był w niej zakochany. Dawni wrogowie zapewne już i tak byli martwi.

Zaczęła się powoli wybudzać i pozostając wciąż w stanie pomiędzy jawą a snem wyczuła czyjąś obecność. Ktoś był obok niej, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Prawdopodobnie jej Anioł cały czas ją pilnował. Była jednak zbyt nieprzytomna żeby otworzyć oczy i to sprawdzić, potrzebowała jeszcze kilkunastu minut by dość do siebie.

Osoba uklękła nad nią, starając się nie wywoływać żadnych niepotrzebnych dźwięków. Ewidentnie nie chciała zbudzić kobiety i nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, że było już za późno. Delikatnym dotykiem opiekun pogładził włosy Balalaiki, żeby po chwili przejść do jej nóg. Męska dłoń pewnie sunęła po jej nodze od kostki aż do bioder. Tutaj zadrżała i cofnęła się gwałtownie.

Brakowała w tym jakiegoś niewytłumaczalnego uczucia towarzyszącego obecności skrzydlatego, coś było nie tak…

Otworzyła oczy i ujrzała nieznanego mężczyznę, który wyglądał jak sama śmierć. Chciała krzyknąć automatycznie, lecz w tym samym momencie jej usta zostały zablokowane przez dłoń faceta. Paskudny fetor, jaki roztaczał ten gość, aż nadto świadczył o drodze, którą przebył.

- Cicho. – szepnął przygważdżając jednocześnie Balalaikę do łóżka. Jego chropowaty głos brzmiał jakby połknął całą puszkę gwoździ. – Jestem przyjacielem Zeda, przybyłem ci pomóc. Jak nie będziesz krzyczała to cię puszczę dobrze?

Kobieta nie miała wielkiego wyboru, więc kiwnęła głową przystając na ten układ. Nieznajomy uwolnił ją tym samym, po czym sam zszedł ostrożnie z łóżka. Teraz mogła mu się lepiej przyjrzeć.

Był zabójcą. Dało się to rozpoznać na pierwszy rzut oka i nie świadczył o tym bynajmniej mały arsenał, który ze sobą dźwigał, ale coś zupełnie innego. To było jego obliczę…obliczę, które musiało już dawno zapomnieć o czymś takim jak okazywanie uczuć. Było martwe, jałowe. Wokół tego człowieka roztaczała się aura śmierci, szybkiej, fachowej śmierci. Kimkolwiek był, udało mu się przetrwać. Przynajmniej zasługiwał na wysłuchanie, a jego zachowanie nie świadczyło o tym żeby chciał jej zrobić krzywdę.

- Czemu się tak na mnie patrzysz? Musimy stąd uciekać z dala od tych stworzeń. Ubierz się. – dopiero teraz zdała sobie sprawę, że była naga. Mężczyzna jednakże patrzył się jej prosto w oczy nie gapiąc się bezczelnie na jej cudowne ciało. Nawet mimo blizn na lewej piersi wciąż wyglądała jak arcydzieło Boga.

Kim był? Czego chciał? Tego miała się Balalaika przekonać już wkrótce…

62

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 23/09/2009 by Mira

Czy to możliwe? Leżała w ramionach anioła, który odmienił jej życie – wdarł się w nie w całej swojej niezwykłości i przekręcił o 180 stopni. Leżała tak, kiedy ludzie w Jeruzalem umierali ze strachem w oczach i… nie czuła nic. Powinna mieć chyba wyrzuty.

- Czy ja... – Balalaika spojrzała na anioła rozbieganymi oczami - Czy ja… zabiłam swoją rasę w ten sposób?

Czym był „ten sposób” nie potrafiła sama określić, jednak w oczach anioła nie zauważyła zdziwienia. On wiedział, o co chodzi.

- Nie, dzięki tobie możemy ukarać grzeszników za ich paskudne uczynki, a to coś zupełnie innego. Wszakże w Jeruzalem pozostali jeszcze jacyś prawi ludzi? – również on zadał pytanie, choć raczej nie oczekiwał odpowiedzi. Wydawał się cały czas podejrzanie spięty.

„Zatem i on ma swoje sekrety. Nie dziwi mnie to.”

Czując, że nie wszystko zostało powiedziane, co by wiedzieć powinna, postanowiła sprowokować nieco anioła. Bo i cóż jej szkodzi? Poświęciła żywot setek, jeśli nie tysięcy ludzi… jeszcze jedna iskierka nie zrobi Bogu różnicy.

- Więc i ja powinnam umrzeć. Dlaczego przeżyłam? Czy nie przez twoja słabość, której wcale sprawiedliwość nie dyktuje?

- To nie ja zadecydowałem o naszym pierwszym spotkaniu, ale sam Bóg. To on cię wybrał, to on kazał nam ciebie ochraniać, a moje uczucia…one nie mają nic z tym wspólnego. – odwrócił wzrok, zaciskając pięści. – Nie cieszysz się, że żyjesz?

- Radość… smutek… chyba za dużo się emocji we mnie nagromadziło emocji i nie wiem jak je wyrazić. Czuję się taka… śpiąca. Może później będę się cieszyć… i opłakiwać. – “Żegnaj Sejpr, tym razem naprawdę żegnaj skurczybyku…” – Teraz jedynie mogę powiedzieć “dziękuję Ci”. Dzięki, że ze mną byłeś.

To była prawda. Nawet nie świadomość, ale podejrzenie, że skrzydlaty mężczyzna jest przy niej i ją wspiera, pomagało jej w najtrudniejszych chwilach zachować zdrowe zmysły.

- Dziękuję ci, że we mnie wierzyłaś. Zaraz będziesz mogła odpocząć, a teraz pozwól, że uleczę twoje rany. – to powiedziawszy bez żadnego wahania przeciął paznokciem swój nadgarstek, z którego wypłynęła świetlista krew.

Anielska posoka szybko weszła w reakcję ze skórą, która regenerowała się teraz w zwielokrotnionym tempie. Kobieta uniosła z wysiłkiem głowę, bo zobaczyć efekt. Zamiast jednak zachwycać się niezwykłą mocą, skrzywiła usta, widząc w jakim stanie jest jej ciało. Czy kiedykolwiek jeszcze będzie piękna? Jakby wyczuwając to pytanie, mężczyzna odpowiedział:

Przykro mi, ale paskudne blizny zostaną. Nie przejmuj się nimi i tak jesteś niezwykle urodziwa, Balalaiko. – po raz pierwszy użył jej imienia wymawiając je z wielkim pietyzmem, jakby było dla niego czymś magicznym.

- Cóż, po czymś takim chyba warto mieć pamiątkę. Później będę pokazywać wnukom, a tą bliznę mam jak rozwaliłam Jeruzalem po raz pierwszy… - uśmiechnęła się blado, świat wokół zawirował i poszarzał.

Poczuła jak osuwa się bezwładnie w silne ramiona anioła, przycisnął ją tylko do siebie. Resztkami sił walcząc z sennością, spytała jeszcze:

- Co teraz… będzie?

- Teraz? – jego głos zabrzmiał wyjątkowo żałośnie tak, jakby to pytanie było spełnieniem najgorszych koszmarów – Teraz musisz zregenerować siły, a potem odbierzesz nagrodę. Klucze do Rajskiego Ogrodu, miejsca przeznaczonego dla wybranych, gdzie nie będzie już śmierci ani bólu. Ale teraz nie myśl już o tym…

„Nie potrafisz kłamać… to urocze.”

Noc wciągała ją coraz głębiej. Silne, cieniste ramiona uczepiały się jej jedno po drugim, jakby wszystkie te żywoty, które ukróciła… Nie, jakby miasto, które zdradziła, chciało zepchnąć ją do otchłani. Nie było czego się uczepić…

- Cę…. twoje… imię…?

Lecz zanim usłyszała odpowiedź, ciemność zamknęła się nad Balalaiką.