- Co racja to racja. – odpowiedział zabójca, a na jego obliczu zagościła po raz pierwszy oznaka posiadania jakichkolwiek emocji. Niewielki, lecz szczery uśmiech. Mimo tego, że bardzo szybko zniknął nie dało się go przeoczyć. Aż trudno było uwierzyć, że mięśnie twarzy tego człowieka były zdolne do wyrażenia takiej ekspresji.
Gospodarz wskazał palcem na jedne z drzwi, szare, pokryte masą niewielkich wgłębień – zapewne pozostałości po nożu. Nie wyglądały zachęcająco. Kojarzyły się prędzej z pokojem wyjętym wprost z horrorów, w którym bohaterowie byli poddawani raz za razem coraz wymyślniejszym torturom. Nawet Radża zrobiła kwaśną minę spoglądając na nie.
- Spokojnie, tam jest tylko prysznic. – zapewnił uspokajająco mężczyzna, a następnie zwrócił się do dziewczynki. – Idź mała jako pierwsza, ja tymczasem spróbuje znaleźć jakieś czyste ubranie dla ciebie. Zawołaj jak skończysz to podrzucę ci je przez drzwi.
- A..ale…dobrze. – popatrzyła z nadzieją na Balalaikę, jednak równie szybko zrezygnowała z wypowiedzenia na głos prośby. Nie chciała być sama, nie teraz, nie po tym co zobaczyła. Obdarzyła smutnym uśmiechem gospodarza, po czym ruszyła do łazienki niepewnym krokiem.
Zostali sami.
Zabójca nie kwapił się jednak do podjęcia dialogu. Był człowiekiem, który cenił ciszę, a w jego fachu była to bardzo pożądana cecha. Otworzył wielki kufer i zaczął przegrzebywać go co jakiś czas wyrzucając na zewnątrz ubrania.
- Powinnaś jej odpuścić, jest dokładnie w takim samym położeniu jak ty, a może kiedyś twoje życie będzie zależało właśnie od niej. – odezwał się nie przerywając dotychczasowej czynności. – Kto mógł wiedzieć, czym naprawdę były te…anioły? Może Zed zdawał sobie z tego sprawę. Mimo, że miał swoje lata, to jego rozum był wciąż ostry jak brzytwa. Wciąż nie wierzę, że dał się tak po prostu zabić. Teraz nam już nie pomoże.
Wyjął kilka chłopięcych ubrań, które starannie ułożył na najbliższej kanapie, a następnie włożył z powrotem porozrzucane części garderoby. Przeniósł się do starej szafy, z której wyciągnął ciemny kobiecy kombinezom. Położy go równie pieczołowicie przed Balalaiką.
- Powinien pasować. – rzucił krótko, odwracając wzrok. – Nie obwiniaj się, to nie twoja wina. Wyniku tej chorej gry nikt nie był w stanie przewidzieć. Jeżeli się poddasz to nie będzie przyszłości dla ludzi…
W tym samym momencie Radża zawołała prosząc o ubrania, które następnie mężczyzna podał przez ledwo uchylone drzwi. Dziewczynka pięć minut później wyszła z pomieszczenia cała czerwona na buzi. Rzeczy pasowały na nią – nie licząc zbyt krótkich nogawek spodni – sprawiając, iż wyglądała jak chłopiec. Nie chciała bądź bała się narzekać. Zamiast tego ułożyła się szybko na jednej z kanap i błyskawicznie zasnęła.
Teraz przyszła kolej na Balalaikę. Łazienka była nieduża, ale w przeciwieństwie do głównego pomieszczenia, zadbano tutaj o higienę. W środku unosił się obłok pary wodnej, który przyjemnie nawilżał brudną napiętą skórę. Na hakach umocowanych na drzwiach, wisiały cztery szorstkie, brunatne ręczniki, a w małym koszyczku znajdującym się pod prysznicem kobieta zauważyła spory kawałek szarego mydła. W porównaniu do luksusowej łazienki, z jakiej korzystała u Baby’ego przedstawiało się to nad wyraz dziadowsko, ale przynajmniej miała pewność, że nikt jej nie przerwie i nie wypieprzy.

Będzie mogła zmyć z siebie brud kanałów…brud swoich czynów.
Czego by jednak nie robiła, jedno pytanie powracało.
Czy rzeczywiście nic nie mogła zrobić??


