77

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , , , on 18/12/2009 by Mat

- Musimy przyśpieszyć. -  ponaglił kobiety Duch. – Jeszcze jakieś pół kilometra i będziemy na miejscu.

Obie skinęły posłusznie głowami i ruszyły ufając ślepo swemu przewodnikowi. Choć w kryjówce zabójcy byli jak w klatce to jednak ciężko było zostawić ją za sobą, dawała wszakże przyjemne złudzenie bezpieczeństwa i dziwne ciepło, które przy sporej dozie wyobraźni można było nazwać rodzinnym. Teraz musieli o tym zapomnieć i skupić się na dwóch rzeczach – przeżyciu i dotarciu do hangarów zbieraczy. Początkowo wydawało się to prostym zadaniem, lecz z pozoru prosta i krótka droga jaką mieli przebyć okazała się być zablokowana, przez  hałdę gruzu. Dłuższa trasa oznaczała większe niebezpieczeństwo wykrycia, a wypchane prowiantem i potrzebnym sprzętem plecaki skutecznie opóźniały ich przemieszczanie. Mężczyzna jednakże uparł się iż bez nich nie poradzą sobie na pustkowiach…

- Za tym zakrętem powinien znajdować się właz. – wydyszał spocony jak prosiak Zabójca. Sam taszczył wielki bagaż mimo tego nie tracąc zbytnio swojej szybkości. Z gotowym do strzału automatem wyskoczył zza zakrętu i wyraźnie odetchnął z ulgą. – Czysto, chodźcie.

Ostatnie dziesięć metrów pokonali stąpając bardzo ostrożnie, aż cała ich trójka znalazła się naprzeciwko sporego metalowego włazu. Był on cały pokryty rdzą, która zważywszy na  paskudny wygląd kanałów, jedynie go upiększała tworząc z niego niezwykle kolorowe dzieło. Jedynym problemem był fakt braku jakiegokolwiek zamka, ale i na tą ewentualność Duch znalazł szybkie rozwiązanie. Wyjął z plecaka niewielki ładunek wybuchowy i już miał przytwierdzić go do ściany, gdy Radża złapała go za rękę.

- Ja pomogę, a wybuch może przyciągnąć anio…stwory. – ciężko było się kłócić z tą logiką. Mężczyzna przez krótką chwile wyraźnie szukał jeszcze kontrargumentu, lecz spojrzawszy w oczy Balalaicę – która związała się dosyć mocną z małą przez ostatnie dni – skapitulował. Ciężko powiedzieć czy była to kwestia wiary, czy wiedzy na temat możliwości dziewczynki, ale kobieta nie wyglądała na zmartwioną.

- Dobrze, weź to. – Zabójca podał jej niewielkie elektroniczne urządzenie. – Przyłóż to do panelu otwierającego śluzę. Powinno załatwić sprawę i przede wszystkim uważaj na siebie. Gdybyś dostrzegła jakieś zagrożenie to wracaj do nas.

- Poradzę sobie. – szepnęła, a Balalaika dostrzegła jak na odsłoniętej szyi tamtej pojawiły się nieregularne ciemne kręgi.

Sekundę później już jej nie było. Przeszła przez właz niczym zjawa pozostawiając dwójkę dorosłych za sobą.

Wpatrywali się wyczekującym wzrokiem próbując usłyszeć choćby najcichszy odgłos dochodzący z drugiej strony. Po pięciu minutach Duch zmrużył oczy i na powrót  chciał wprowadzić w życie plan z ładunkiem wybuchowym, kiedy nagle śluza zadrżała, po czym powoli uchyliła się na szerokość nie większą niż metr.

W przejściu nie zobaczyli Radży. Zamiast niej przywitał ich mocno wychudzony, blady mężczyzna. Trzymał w ręku pistolet, jednak nie to zmartwiło Balalaikę. Kobieta dostrzegła w oczach tamtego pierwsze kiełkujące oznaki szaleństwa, które były o wiele większym zagrożeniem. Raz jej klient miał takie same oczy…był biednym zdesperowanym głupcem, który przegrał całe swoje życie w kasynie. Po nocy z dziwką popełnił samobójstwo. Człowiek przed nimi mimo, iż przeżył pogrom też znajdował się na skraju śmierci.

- Zapraszam do środka, mamy już waszą przyjaciółkę. – pokiwał pistoletem w zapraszającym geście i zrobił miejsce dla przybyszy. Nie mieli wyboru, wymienili porozumiewawcze spojrzenie i jedno za drugim przecisnęli się przez wąskie przejście, które zamknęło się od razu za ich plecami.

To co ujrzeli nie napawało optymizmem. Znaleźli się w naprawdę wielkim hangarze, w którym pierwsze co się rzucało w oczy to nie pojazdy wykorzystywane przez zbieraczy do podróżowania po pustkowiach, a niewielka grupka ludzi stłoczonych przy jednym ognisku. Wyglądali naprawdę marnie, najtrafniejszym określeniem, które mogłoby ich opisać byłby zwrot: „żywe trupy”. Wszyscy wpatrywali się w gości. Z kolei na lewo od nich, w odległości jakiś pięciu metrów jakiś łysawy typ i niewysoka, grubiutka kobieta trzymali Radżę za ramiona, przystawiając do jej głowy broń palną.

- Wygląda na to, że mamy dzisiaj szczęśliwy dzień. – stwierdził ponuro wychudzony mężczyzna. – Oddajcie nam broń oraz swoje zapasy…wszystkie. A ty rzuć natychmiast broń.

- A potem co? – odpowiedział Duch. - Najpierw się zabawicie a potem nas zarżniecie? – szczególnie słowo „zabawicie” zabrzmiało wyjątkowo obrzydliwie, a Balalaika wiedziała doskonale kogo ono dotyczyło. W tym samym momencie przypomniała sobie człowieka, z którym rozmawiali, jak i kobietę przy kości. Frei i Mei, zbieracze, których spotkała zaledwie kilkanaście dni temu. Teraz wyglądali o wiele gorzej, tak jak wszyscy w tym miejscu, a i ona przeszła tak dużo, iż wspomnienie o nich ukryło się w zakamarkach jej umysłu.

- Obawiam się, że nie macie wyboru, życie dziewczynki zależy od was. – Mei wtrąciła się przyciskając lufę karabinu do prawego policzka dziewczynka. Mała nie okazywała lęku, zamiast tego wychwyciwszy wreszcie spojrzenie swojej nowej przyjaciółki puściła jej oczko uśmiechając się przy tym drapieżnie.

76

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 03/12/2009 by Lorinale

Życie w kryjówce Ducha było dziwaczne w swoim spokoju i odseparowaniu od tego, co działo się na zewnątrz. Gdyby nigdy nie opuszczali dusznego, zagraconego pomieszczenia, pewnie nigdy nie zorientowaliby się, że oto nadszedł Dzień Sądu Ostatecznego nad ludzkością.

Ale wiedzieli. Sami byli siewcami Dies Irae, jakby to mógł ująć epicko pisarz… gdyby jakiś przeżył.

Jedli trzy skąpe posiłki dziennie, spali, sprzątali, czytali i rozmawiali. Właściwie to głównie Radża i Balalaika szczebiotały. Duch po prostu im się przyglądał, niekiedy zapominając się przy tym na tyle, by pozwolić sobie na ledwo zauważalny uśmiech, który czaił się w kąciku wąskich ust.

Mimo początkowego chłodu kobieta i dziewczynka szybko znalazły wspólny język. Zaczęło się od pomaganiu Radży w skompletowaniu i przeróbkach odzieży, dziewczynka przecież przyszła tutaj w potarganej koszuli. Balalaika, która na początku swojej kariery prostytutki nie zawsze miała ładnych ciuchów, przez co często kombinowała, okazała się całkiem pomysłowa i zręczną krawcową. A ponieważ Duch udostępnił im naprawdę sporo różnych ubrań i materiałów, w ciągu tych kilku dni zdążyły z Radżą wyposażyć wszystkich w wygodne, podróżne ubranie, a nawet coś na zmianę.

To zadziwiające jak prozaiczna czynność, jaką było szycie, potrafi uspokoić skołatane nerwy oraz przełamać lody. Przez te kilka dni spokoju, dziewczyny nie wychodziły na zewnątrz ani razu. Co innego Duch, który czasem chodził na mały rekonesans, a także gromadził – niewiadomo skąd – jedzenie na drogę. To właśnie wtedy, gdy znikał, Balalaika i Radża przerabiały dla niego w tajemnicy skórzaną kurtkę, robiąc w niej mnóstwo schowków i dodając usztywnienia, dzięki czemu mogła uchodzić za archaiczną zbroję skórzaną. Coś takiego może i nie uchroni człowieka przed kulą, ale na pewno spłyci lub zatrzyma ciosy zadane bronią białą.

Duch otrzymał prezent późnym wieczorem, dzień przed wyprawą. Oczywiście nic nie powiedział, jedynie przymierzył skórzanego „cudaka” – jak określiła podarek Radża – i pokiwał głową na znak akceptacji. Obie panie poczuły się, jakby zdobyły nagrodę roku dla projektantów.

Chociaż mieli wyruszyć wczesnym rankiem, Balalaika nie umiała zasnąć, mimo iż było juz mocno po północy. Czuła spokojny oddech Radży na swoim ramieniu, Duch zaś pozostawał Duchem – nie wiedziała czy spał, nie widziała go w ciemnościach. Patrzyła w sufit, ledwo dostrzegając załamania ścian.

Cisza przed burzą – tak w myślach nazywała czas spędzony w kryjówce zabójcy. Ona, mężczyzna i dziewczynka nawet bez więzów krwi czy miłości mogli być jak rodzina. Mogli koegzystować bez przemocy, zdrady, seksu za kasę itp. A jednak to nie był czas na normalne życie. Już nie. Wszyscy byli tylko garstką żywych trupów, do których nie dotarło jeszcze, że czas się poddać i pozwolić zgnić ciału.

„Co chciałabym zrobić przed śmiercią?” – pytała siebie bezgłośnie Balalaika.

Nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Wszystko zostało już zrobione, wszystko zostało powiedziane. Teraz mieli tylko dokończyć zbieranie plonów. Nie czekała na nich żadna przyszłość.

I tak pozbawiona pragnień, wyrzuta niczym ścierka kobieta zatonęła w niespokojnym, mistycznym śnie.

75

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , , , , , , on 24/11/2009 by Mat

Duch zasępił się i dobre kilka minut nie odpowiadał na propozycje Balalaiki, gapiąc się przez ten cały czas na swoje dłonie. Walczył ze sobą, walczył ze swoją przeszłością. W Jeruzalem prawie każdy, niezależnie od grupy społecznej, miał na tyle bogate życie, iż można by z niego stworzyć wiele ciekawych książek…gdyby tylko ktoś je spisał. Spokój dany był naprawdę nielicznym osobnikom. Lecz co mógł skrywać on, genialny zabójca?

- O swojej przeszłości wole opowiedzieć póki dziewczynka smacznie śpi. – uśmiechnął się wbijając smutny wzrok w rozmówczynie. Tak przynajmniej początkowo sądziła kobieta, lecz już po chwili zrozumiała, że Duch nie patrzył się na nią. Spoglądał w krwawą historie swojego dotychczasowego życia. Nie było w niej miejsca na słabość, strach i niezdecydowanie…

- Niewiele pamiętam z wczesnych lat dzieciństwa…czasami mam wątpliwości czy kiedykolwiek je miałem. Nie zrozum mnie źle, nie jestem jakimś pieprzonym robotem. Dorastałem w rodzinie podróżników, w której odkąd schodziło się z rąk matki trzeba było zaczął pomagać pozostałym. Życie na zewnątrz miało swoje uroki, ale było zbyt niebezpieczne. – dopiero po chwili słowa mężczyzny do niej dotarły. On nie urodził się w Jeruzalem! To przecież niemożliwe…

- Zgadza się.

- Co proszę? – odpowiedziała lekko zdezorientowana kobieta.

- Widziałem już to spojrzenie. Zawsze jak zdradzałem komuś, że pochodzę spoza murów spotykałem się właśnie z taką reakcję. Takim specyficznym zdziwieniem. Niemniej jednak jest to prawda. – przerwał na moment, żeby zebrać myśli i napić się kawy, po czym wrócił do poprzedniego wątku –  Mając dwanaście lat stałem się pełnoprawnym mężczyzną…kiedy miąłem piętnaście po raz pierwszy mój świat został wywrócony do góry nogami. Miałem szczęście, że spotkałem wtedy pewnego zbieracza, który przygarnął mnie i uratował tym samym moje życie.

- Zed’a?

- Tak, to był Zed. Sporo razem przeszliśmy na otwartych terytoriach, wiele od siebie się nauczyliśmy, a gdy staruszek wrócił do Jeruzalem, zabrał mnie ze sobą. Miasto dla mnie było czymś zupełnie nowym. Jego ogrom i mnogość ludzi przytłaczała. Ku niechęci mojego mentora nie stałem się jego wspólnikiem. Powiedzmy, że nie chciałem wracać na zewnątrz. Imałem się wielu zawodów. Poznawałem miasto…każdy jego skrawek, każdą ścieżkę i każdą kryjówkę. Choć byłem tutaj obcy po kilku latach znałem je lepiej niż ktokolwiek z jego mieszkańców. Potem spieprzyłem sprawę ponownie.

Przerwał i zaczerpnął kilku łyków gorzkiej i czarnej jak noc kawy. Była bardzo aromatyczna i mocna. Pobudzała zmysły.

- Zed ponownie mi pomógł i wciąż we mnie wierzył. Dobrze ulokował swoją wiarę, najnowsze zdobycze techniki i pieniądze. Jakieś dziesięć lat temu po raz pierwszy wykorzystałem swoje umiejętności do zabicia kogoś. Byłem w tym zbyt dobry…przerażało mnie to. Czasami miałem nadzieję, że znajdzie się ktoś lepszy ode mnie, a wielu próbowało swojego szczęścia. Gildia zabójców rozprawia się z nielicencjonowaną konkurencją szybko i boleśnie. W moim przypadku musieli odpuścić. W każdym razie jakiś tydzień temu tamten okres w moim życiu się zakończył.

- Tak jak i w twoim. – mężczyzna wskazał palcem kobietę, a jego wzrok wyrwał się z uwięzi i „pobiegł” za tym gestem zatrzymując się na biuście Balalaiki. Materiał kombinezonu zbyt dokładnie przylegał do jej ciała, bezczelnie ukazując w pełni kształt jej sutków. Było to spojrzenie wygłodniałego mężczyzny, który dawno nie miał żadnej kobiety. Potrafiła to rozpoznać, miała w końcu w tym praktykę. Duch gwałtownie obrócił głowę w innym kierunku nie dając nic po sobie poznać. Ten człowiek zdecydowanie miał problemy w kontaktach z ludźmi.

– Może do niedawna byłaś jeszcze dziwką, ale teraz jesteś kimś zupełnie innym. Chciałbym poznać historię właśnie tej nowej kobiety. Jak to całe zamieszanie się zaczęło?

Balalaika zgodziła się i opowiedziała historię kilku ostatnich dni, w których jej życie i życie wszystkich mieszkańców Jeruzalem wywróciło się do góry nogami. Jej rozmówca słuchał uważnie, a po chwili zaczął nawet robić notatki w swoim notesie. Co jakiś czas jedynie przerywał jej żeby dopytać się o jakiś szczegół. Kiedy skończyła byli zbyt pobudzeni kawą żeby od razu położyć się spać. Gospodarz dość niechętnie, ale uległ jej namową i odpowiedział jej trochę o okrutnym i jałowym świecie zewnętrznym, o pustyniach, o pełnych niebezpieczeństwa ruinach starej cywilizacji, a przede wszystkim o swojej dziesięcioosobowej rodzinie. Może nie był urodzonym mówcą, ale jego opowieść ukołysała kobietę do snu.

***

Śniła

Znów była w lodowej twierdzy, ale nie sama. Radża stąpała tuż obok niej, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.

Podała jej dłoń.

Szły przez ciemne korytarze pełne ciał. Szkielety ludzi w białych fartuchach trzeszczały swoimi białymi zębami z zimna. Lodowate, stęchłe powietrze wypełniało płuca. Czemu było tak ciemno? Coś zasłaniało okna…lód, gruba warstwa lodu.

Chłód zdawał się przenikać przez skórę uderzając wprost w serce. Lodowate igiełki lodu wbijały się coraz głębiej i głębiej…

DALEJ POZOSTAJE JUŻ TYLKO ROZPACZ

Wiedziały dokładnie dokąd idą.

Zostały wezwane. Balalaika nie chciała…nie chciała stanąć raz jeszcze przez obliczem Sfinksa. Z każdym pokonanym centymetrem martwa twarz kreatury stawała się coraz wyraźniejsza w jej myślach.

Stanęły przed wielką ścianą. Spływała z niej ciemna krew tworząc na podłodze sporą kałużę. Posoka była jeszcze ciepła.

Radża zaczęła pląsać po kałuży w obłąkańczym rytmie. Śmiała się, a ten śmiech był najmniej ludzką rzeczą, jaką kiedykolwiek była dziwka usłyszała.

- Miał skrzydła…obiecywał…obiecywał, że mnie nie zostawi. Hahahaha….wyrywałam jedno piórko po drugim, aż przestał opowiadać takie kłamstwa…

Skrzeczący głos dziewczynki był nie do zniesienia. Ta jednak szybko przestała, podeszła do Balalaiki i złapawszy ją za rękę zaczęła prowadzić nią w kierunku ściany. Kobieta chciała się zatrzymać…tak bardzo zapragnęła się obudzić. Wiedziała co czeka na nią po drugiej stronie tej ściany.

To same owalne pomieszczenie…ten sam postument…konający potwór. Sfinks dalej stał nieruchomo, lecz w jego prawym boku widniała ogromna dziura, z której wypływała cała masa krwi. Pokrywała podłogę cienką warstwą.

DALEJ POZOSTAJE JUŻ TYLKO ROZPACZ

To nie monstrum przemówiło…

Mężczyzna odziany w białe szaty wyszedł zza postumentu…miał narzucony kaptur.

Zbliżał się chwiejnym krokiem do Balalaiki, a gdy był zaledwie dwa kroki od niej upadł do przodu tuż pod jej nogi. Jego kaptur odpadł ukazując twarz człowieka, którego kiedyś poznała.

Immam

Zamiast oczu miał wstawione symbole miasta.

- Zabiłem…zabiłem go…dalej pozostaje już tylko rozpacz…popatrz jak nagrodzili mnie za moją służbę! – krzyczał próbując złapać za ją za kostki.

Obraz powoli zaczął się rozmywać, lecz zanim zniknął zupełnie usłyszała jeszcze słowa Sfinksa.

NA GRANICY TAM GDZIE LÓD WIECZNIE ZIEMIĘ POKRYWA, POPATRZ PRZEZ OKO A DOTRZESZ DO MNIE

POŚPIESZ SIĘ…

***

Obudziła ją Radża wtulając się w nią ze wszystkich sił. Łkała bardzo żałośnie. Obie leżały na wielkiej rozłożonej kanapie. Dopiero po chwili w ciemnościach wyłapała czujne spojrzenie Ducha, który cały czas je obserwował z jednego ze swoich foteli.

74

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 21/11/2009 by Lorinale

Balalaika przyjęła lekko wyszczerbiony ceramiczny kubek z kawą, na którym kiedyś widniał jakiś rysunek, teraz jednak pozostało kilka wielobarwnych, nie składających się w żadną całość bohomazów. Kobieta patrzyła na nie, nie bardzo mając ochotę podnieść wzrok na swego rozmówcę. Wciąż czuła się dziwnie napotykając spojrzenie zimnych oczu zabójcy.

 

- Pierwsze pytanie jest raczej oczywiste. – odezwała się półgłosem, by nie zbudzić RadżyOdpoczniemy, podjemy i… co dalej? Jaki mamy teraz plan?

 

- Plan? – najwyraźniej dla mężczyzny to pytanie nie było takie oczywiste, bo chwilę musiał zastanowić się nad odpowiedzią – Powinniśmy przeczekać dzień lub dwa, a następnie musimy wymknąć się z miasta, najlepiej przez dzielnicę Handlarzy. Może nasi skrzydlaci przyjaciele nie będą mogli opuścić Jeruzalem. To dałoby nam nad nimi przewagę… – zabójca wyraźnie zwlekał z dokończeniem zdania. – Potem ty nas poprowadzisz.

 

Zakrztusiła się kawą tak mocno, że Duch musiał podnieść się ze swego miejsca i klepnąć kobietę w plecy. Zapiekło, ale pomogło. Jego ręka jeszcze chwilę jednak spoczywała na jej plecach, na tyle długo, by Balalaika podniosła nań pytający wzrok. Znów jednak nie znalazła w jego wzroku niczego poza obojętnością. Cofnął dłoń i skierował sie wolnym krokiem na swoje miejsce. Kiedy wrócili do poprzednich pozycji, odważyła się zapytać:

 

- Dokąd?

-         Do źródła, tak przynajmniej Zed nazywał tamto miejsce. – odparł Duch Według niego  jest ono bezpośrednio powiązane z urządzeniem, które znajdowało się w podziemiach bunkra Generała. Problem w tym, ze nie znamy jego położenia…znają je wyłącznie wybrani, czyli wy. – wzrok mężczyzny przeniósł się od Balalaiki na Radzę.- Staruszek twierdził, że leży gdzieś na północ od Jeruzalem. Wiem, że to zbyt ogólne dane, ale czy nic co to nie mówi?

 

Już miała zaprzeczyć zdecydowanie, gdy nagle zastygła. Niejasne wspomnienie wizji (post 23) wdarło się do jej umysłu. Obrazy miejsc i słowa, które mogły być przepowiednią…

 

TEN KTÓRY ODBIERA ŻYCIE RÓWNIE ŁATWO JAK ŁAPIE POWIETRZE W SWOJE PŁUCA IDZIE PO CIEBIE

ON JEST KLUCZEM DO RAJU

TRZYMAJ SIĘ GO INACZEJ

 

… dotyczącą tej właśnie sytuacji. Opis w końcu pasował do Ducha, bo kto inny odbierał życie równie łatwo jak nie zawodowy zabójca – cholernie dobry w dodatku?

 

-       Coś mi świta. – rzekła wreszcie z wyraźnym wahaniem – Nie wiem jak tam dotrzeć… jeszcze. Ale myślę, że poznam to miejsce. Ty zresztą też jesteś wpisany w przepowiednię o źródle.

 

Zabójca podniósł pytająco lewą brew, lecz nie zdała pytania, gdy Balalaika skwitowała swoja wypowiedź wzruszeniem ramion, które miało świadczyć o tym, że więcej nie wie na ten temat.

 

-         Myślę, że… – kobieta urwała w pół zdania, jednak  zebrała się w sobie – Myślę, że powinieneś mi nieco o sobie opowiedzieć. Jeśli chcesz, możemy poczekać aż smarkula się obudzi, w końcu ona tez jest w to wpisana i może lepiej niż ja będzie potrafiła poskładać te różne wizję. W końcu przy Immamie miała praktykę... – dodała zgryźliwie.

-         W każdym razie, jeśli mamy poskładać te wszystkie wizje do kupy, musimy się poznać wszyscy. Jeśli więc będziesz chciał poznać kilka pikantnych szczegółów z życia kurwy, służę.

 

Uśmiechnęła się sztucznie. Chociaż nie powinna się wstydzić swojego zawodu szczególnie w zestawieniu z mordercą na zlecenie, wolałaby w tej chwili być choćby pokojówką… nie wiedząc czemu.

73

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , on 10/11/2009 by Mat

- Ubierz się. Głupio byłoby po tym wszystkim złapać grypę lub jakieś inne paskudztwo. –skomentował wejście kobiety, cały czas nie odrywając od niej wzroku. W jego oczach błysnęły ogniki wesołości. Musiał być rozbawiony całą tą niezręczną sytuacją i nawet, jeśli zdawał sobie sprawę z powodów takiego zachowania Balalaiki, to nie dawał tego po sobie poznać. Na jego obliczu kobieta również nie dostrzegła uczucia, do którego przyzwyczaiła się już tak dawno temu.

Brakowało pożądania. Tej pierwotnej emocji, która zawsze towarzyszyła mężczyznom w jej pobliżu. Faceci po prostu nie mogli się powstrzymać widząc ją. Jeszcze niektórzy potrafili powstrzymać się, gdy była ślicznie upakowana w jeden ze swoich kuszących kostiumów, lecz taka sytuacja jak ta była czymś zupełnie nowym dla niej.

 

Tylko, dlaczego?


Nikt nie musiał wypowiadać tego pytania, które zawisło pomiędzy nimi niczym niewidzialna bariera, jaka uniemożliwiała im jakiekolwiek bliższe relacje. Na szczęście zabójca wreszcie odwrócił wzrok i wziąwszy kilka ubrań ze sobą skierował się do łazienki, z której cały czas dochodził dźwięk lejącej się wody. Zanim zamknął za sobą drzwi odwrócił się w kierunku pięknej „współlokatorki” i powiedział:

- Możesz odpocząć. Nic ani nikt wam tutaj nie zagrozi. – szczególnie podkreślił słowo „nikt”, rzucając jej przy tym dosyć jednoznaczne spojrzenie. No tak, będąc tak dobrym mordercą nie mógł być jednocześnie tępakiem, choć zabójczo oszczędne w swojej obojętności zdania mogły świadczyć o czymś innym.

- Zapomniałaś tego. – rzucił jej czarny kombinezon, a Balalaika odruchowo wyciągnęła po niego rękę w sposób tak gwałtowny, iż materiał, jakim się owinęła zjechał jej do pasa całkowicie odsłaniając dwie idealne krągłości. W ostatniej chwili udało jej się pochwycić „ręcznik” inaczej całkowicie odsłoniłaby się przed nieznajomym. Czy zrobił to specjalnie? Jak zwykle martwy wyraz twarzy nic nie mówił. Niemniej jednak dopiero po chwili skierował wzrok w stronę łazienki.

- Mówią na mnie Duch. – rzucił na koniec, po czym już ostatecznie zatrzasnął za sobą drzwi. „Duch” – nie było to imię, lecz na początek i tak powinno to wystarczyć. Mogłaby przysiąc, że już kiedyś słyszała to określenie. Próbując sobie to przypomnieć, zabrała się za zmianę ubioru. Obawiała się początkowo, że ciuchy będą nieciekawie pachniały, ale na szczęście okazało się, że gospodarz musiał o nie dbać i prać co jakiś czas.

Kombinezon rzeczywiście pasował prawie, że idealnie. Był jedynie zbyt wąski w biodrach, przez co pośladki kobiety odznaczały się na nim dosyć wyraźnie. Kiedy skończyła i usiadła na jednym z foteli przypomniała sobie wreszcie skąd pamiętała ksywkę zabójcy.

Jeden z jej klientów, ekspert w dziedzinie elektroniki – co w Jeruzalem oznaczało wysoki status i ogromne pieniądze – wspomniał raz , że nastraszono go listem, w którym ponoć grożono mu, iż sam Duch go dorwie. Jako, iż nie był zbyt wylewny niewiele jej na ten temat opowiedział.  Jednakże pamiętała, jakich określeń używał opisując tego człowieka: morderca bez skrupułów, bezmyślny zabijaka za pieniądze. Czy było w tym ziarno prawdy ciężko stwierdzić, ponieważ jej klient żył dalej, jednak dziwnie szybko osiwiał i stał się bardzo nerwowy.

Po kilku minutach Duch wyszedł z łazienki ubrany jedynie w czarne spodnie i podkoszulek. Choć minęło może piętnaście minut, teraz wyglądał na bardzo zmęczonego człowieka. Na staroświeckim gazowym palniku postawił niewielki czajnik, a następnie oklapł na drugi.

- Kawy? – zapytał niewyraźnie. – Jeśli chcesz się mnie o coś zapytać to nie krępuj się.

72

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , on 09/11/2009 by Lorinale

Pozbywszy się najgorszego brudu, Balalaika myła się szybkimi, nerwowymi ruchami, cały czas nasłuchując, czy mężczyzna nie zdecyduje się wtargnąć pod prysznic i dotrzymać jej towarzystwa. Z pewnością musiał być samotny, a fakt, że Radża usnęła, kładąc ledwo głowę na gałganie, który służył jej za poduszkę, bynajmniej nie uspokajał Balalaiki. Nagle wybuchła cichym, histerycznym śmiechem.

 

A nawet jakby wszedł, to co? Wziąłby, co mu się prawem gospodarza należy, nabił pewnie parę siniaków, bo nie wyglądał na łagodnego kochanka… no i? Czym to się różniło od jej codzienności sprzed kilkunastu dni? Balalaika zakryła usta dłońmi, by jej dziwny śmiech nie dotarł do uszu zabójcy i dziecka.

 

„ Stałam się straszna cnotką przez ten koniec świata…”

 

Ta myśl rozbawiła ją jeszcze bardziej i dopiero kolejna spowodowała bolesny uścisk w żołądku. Czyżby właśnie wpadła na przyczynę powściągliwości mężczyzny? Od początku traktował ją jak powietrze, natomiast małej Radży okazywał coś jakby suchą, męską czułość i opiekuńczość, wyraźnie też ucieszył się, gdy dawna prostytutka wspomniała, że chce zniknąć pod prysznicem, a teraz… został sam z małą.

 

Nagle włoski na karku kobiety podniosły się. Usłyszała głuchy jęk Radży. Czując jak blednie na twarzy, Balalaika wypadła spod prysznica, nie zakręcając nawet wody i owinąwszy się byle jak płachta materiału, który przy odrobinie wyobraźni mógł uchodzić za ręcznik, wyparzyła z łazienki. Nie wiedziała co prawda jak powstrzyma wyszkolonego mordercę, ale jednak resztka przyzwoitości nakazywała jej zareagować.

 

Wbiegłszy do pomieszczenia, stanęła w progu i szeroko otwartymi oczami spojrzała na zabójcę, który siedział teraz na krzywym krześle i kreślił coś w małym notatniku do czasu, aż kobieta stanęła przed nim półnaga. Teraz spoglądał na nią badawczo, oblicze miał jednak obojętne – jak zwykle. Wzrok Balalaiki przeskoczył tymczasem na Radżę, która akuratnie przekręciła się na swoim posłaniu, jęcząc przy tym przez sen. Rumieniec oblał policzki kobiety.

 

- Łazienka… wolna. – wykrztusiła.

71

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 31/10/2009 by Mat

- Co racja to racja. – odpowiedział zabójca, a na jego obliczu zagościła po raz pierwszy oznaka posiadania jakichkolwiek emocji. Niewielki, lecz szczery uśmiech.  Mimo tego, że bardzo szybko zniknął nie dało się go przeoczyć. Aż trudno było uwierzyć, że mięśnie twarzy tego człowieka były zdolne do wyrażenia takiej ekspresji.

Gospodarz wskazał palcem na jedne z drzwi, szare, pokryte masą niewielkich wgłębień – zapewne pozostałości po nożu. Nie wyglądały zachęcająco. Kojarzyły się prędzej z pokojem wyjętym wprost z horrorów, w którym bohaterowie byli poddawani raz za razem coraz wymyślniejszym torturom. Nawet Radża zrobiła kwaśną minę spoglądając na nie.

- Spokojnie, tam jest tylko prysznic. – zapewnił uspokajająco mężczyzna, a następnie zwrócił się do dziewczynki. – Idź mała jako pierwsza, ja tymczasem spróbuje znaleźć jakieś czyste ubranie dla ciebie. Zawołaj jak skończysz to podrzucę ci je przez drzwi.

- A..ale…dobrze. – popatrzyła z nadzieją na Balalaikę, jednak równie szybko zrezygnowała z wypowiedzenia na głos prośby. Nie chciała być sama, nie teraz, nie po tym co zobaczyła. Obdarzyła smutnym uśmiechem gospodarza, po czym ruszyła do łazienki niepewnym krokiem.

Zostali sami.

Zabójca nie kwapił się jednak do podjęcia dialogu. Był człowiekiem, który cenił ciszę, a w jego fachu była to bardzo pożądana cecha. Otworzył wielki kufer i zaczął przegrzebywać go co jakiś czas wyrzucając na zewnątrz ubrania.

- Powinnaś jej odpuścić, jest dokładnie w takim samym położeniu jak ty, a może kiedyś twoje życie będzie zależało właśnie od niej. – odezwał się nie przerywając dotychczasowej czynności. – Kto mógł wiedzieć, czym naprawdę były te…anioły? Może Zed zdawał sobie z tego sprawę.  Mimo, że miał swoje lata, to jego rozum był wciąż ostry jak brzytwa. Wciąż nie wierzę, że dał się tak po prostu zabić. Teraz nam już nie pomoże.

Wyjął kilka chłopięcych ubrań, które starannie ułożył na najbliższej kanapie, a następnie włożył z powrotem porozrzucane części garderoby. Przeniósł się do starej szafy, z której wyciągnął ciemny kobiecy kombinezom. Położy go równie pieczołowicie przed Balalaiką.

- Powinien pasować.  – rzucił krótko, odwracając wzrok. – Nie obwiniaj się, to nie twoja wina. Wyniku tej chorej gry nikt nie był w stanie przewidzieć. Jeżeli się poddasz to nie będzie przyszłości dla ludzi…

W tym samym momencie Radża zawołała prosząc o ubrania, które następnie mężczyzna podał przez ledwo uchylone drzwi. Dziewczynka pięć minut później wyszła z pomieszczenia cała czerwona na buzi. Rzeczy pasowały na nią – nie licząc zbyt krótkich nogawek spodni – sprawiając, iż wyglądała jak chłopiec. Nie chciała bądź bała się narzekać. Zamiast tego ułożyła się szybko na jednej z kanap i błyskawicznie zasnęła.

Teraz przyszła kolej na Balalaikę. Łazienka była nieduża, ale w przeciwieństwie do głównego pomieszczenia, zadbano tutaj o higienę. W środku unosił się obłok pary wodnej, który przyjemnie nawilżał brudną napiętą skórę. Na hakach umocowanych na drzwiach, wisiały cztery szorstkie, brunatne ręczniki, a w małym koszyczku znajdującym się pod prysznicem kobieta zauważyła spory kawałek szarego mydła. W porównaniu do luksusowej łazienki, z jakiej korzystała u Baby’ego przedstawiało się to nad wyraz dziadowsko, ale przynajmniej miała pewność, że nikt jej nie przerwie i nie wypieprzy.

Będzie mogła zmyć z siebie brud kanałów…brud swoich czynów.

Czego by jednak nie robiła, jedno pytanie powracało.

Czy rzeczywiście nic nie mogła zrobić??

70

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , , on 28/10/2009 by Lorinale

Balalaika siadła z boku, na kupie rzeczy, pod która wyglądało, że znajdował się jakiś stary fotel. Podkuliwszy nogi pod brodę, przytuliła do nich twarz. Była bardzo zmęczona… mimo to jednak nie potrafiła zamknąć oczu. Spod spuszczonych nieco powiek obserwowała dziecko i zabójcę.

„Też mi duet…”

Nie chciała przyznać, że słowa mężczyzny zrobiły na niej jakiejś wrażenie, ale postanowiła być twarda i taka właśnie była. I niby jak, jako zdrajczyni własnej rasy, która miała na rękach już pewnie krew tysięcy istnień, miałaby się przejmować jednym bachorem?

„To zresztą zawsze tak jest” – przekonywała sama siebie – „Facet jest wspaniałomyślny, ale kto ma matkować szczylowi? Kobieta, bo niby ma to w genach. Pierdole taki układ. Nie mogłam mieć w genach jako dziwka chwili słabości, nie mogłam mieć złego humoru, nie mogłam mieć uczuć, więc niech się teraz nie dziwią, że matkowanie też mam w dupie!”

Odruchowo spojrzała jeszcze raz na Radżę. Dziewczynka wydawała się faktycznie przybita wiedzą o… anatomii aniołów. Oto jaki był efekt frazesów Imamma – zdeptane marzenia. Tymczasem Balalaika nauczyła się już dawno, ze w życiu nic nie jest do końca białe ani czarne. Dlaczego jej anioł tak walczył o nią? Dlaczego teraz go nie było, choć jak rzekł opiekun Radży – powinien? Dlaczego w końcu wahał się i smucił, gdy obiecywał Balalaice wielką nagrodę?

Ta technologia wydawała się przerastać Jeruzalem o kilka wieków, dlaczego więc nie miałaby posiadać również elementów własnej woli?

Kobieta przymknęła oczy. Choć nie potrafiła się dotychczas świadomie porozumiewać ze swoim opiekunem, spróbowała teraz odnaleźć tę nić porozumienia między nimi.

Aniołku… Robociku… Słyszysz mnie? Dziękuję. Dziękuję, że mnie puściłeś. Jeśli kiedyś zechcesz zaznać bolesnej wolności… zapraszam.”

Zachichotała w duchu, wiedząc jak banalny musiał wypaść ten przekaz. Może lepiej żeby nigdzie nie dotarł… Nagle poczuła przy sobie silną woń męskiego ciała. Otworzyła oczy i spojrzała na zabójcę. Trzymał wyciągniętą w jej stronę jakąś puszkę, której wieko zostało krzywo otwarte nożem. Wyraz twarzy mężczyzny pozostawał jak zwykle beznamiętny.

- Jedzenie. – powiedział krótko.

Było to jednak magiczne słowo, od którego Balalaika poczuła bolesny skurcz żołądka. Jak dawno nie jadła? Możliwe, że była na jakiejś kroplówce, gdy jej ciało się regenerowało, ale takie zwyczajne jedzenie… Porwała puszkę szybkim gestem, jakby spodziewając się, że facet zaraz się rozmyśli.

- Dzięki. – udało jej się jeszcze wymówić, po czym całe usta zapchała jej jakaś mielonka. Smak może nie zachwycał, ale to było mięso!

Ponieważ jej towarzysze zareagowali podobnie, a szczególnie agresywna okazała się Radża, która czasem wręcz mruczała z zadowolenia, Balalaika nie zamierzała się krępować, jedząc rękami. Po skończonym posiłku teoretycznie przyszedł czas na sen, jednak unoszący się z ciał trójki ludzi odór kanałów, skutecznie cucił kobietę.

- Uratowałeś nam zapewne życie – zwróciła się do zabójcy – Dlatego jestem ci bardzo wdzięczna, ale skoro tymczasowo jesteśmy bezpieczni… czy nie masz tu jakiegoś prysznica albo chociaż miski z wodą? Capimy. – po czym dodała jeszcze wymowniej – Wszyscy.

69

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , , , , on 27/10/2009 by Mat

Przez moment nic się nie działo, aż wreszcie zza wraku przerdzewiałego samochodu wyszła znajoma dziewczynka. Jej białe ubranko było paskudnie ubrudzone zielonym i brązowym szlamem, którego było pod dostatkiem w kanałach. Gdy zbliżyła się bardziej bez większych trudności można było dostrzec ślady po potoku łez, jaki wylała opłakując skrzydlatego opiekuna. Obecnie jej buźka nie zdradzała jednak smutku czy rozpaczy, lecz wielką determinację. Po śmierci białowłosego anioła szybko uciekła, kiedy tylko zabójca spróbował się do niej zbliżyć. Teraz wróciła do nich i nic nie wskazywało na to żeby miała sprowadzić na nich kolejne kłopoty.

- Zabierzcie mnie ze sobą. – wydusiła w końcu z siebie. Cała drżała, ale zacięcie nie schodziło z jej twarzy. Zrobiła parę kroków w kierunku Balalaiki rzucając kobiecie wyzwanie swoim spojrzeniem. – Skoro to wszystko co mówił Za’afiel jest kłamstwem to nie pójdziemy do raju, prawda? Skoro aniołki nie są prawdziwe to czym my jesteśmy?

Złapała za swoją sukienkę i szybkim ruchem przełożyła materiał przez głowę, po czym rzuciła go w błoto. Stała teraz przed nimi jedynie w bawełnianych majteczkach, które wyglądały na przemoczone. Na całym jej drobnym dziecięcym ciele pojawiła się gęsia skórka. Radża nie przejmowała się zimnem, jej głowa była zajęta rzeczami, o których dziewczynki w jej wieku nie powinny mieć nawet nocnych koszmarów. Rączkami próbowała objąć anielską pieczęć, która tkwiła w samym środku jej brzuszka. Nie była w stanie za nią złapać, ani tym bardziej jej wyrwać. Zrezygnowana padła na kolana, prawie do pasa lądując w paskudnej wodzie. Znów podniosła wzrok na kobietę próbując coś powiedzieć. Je usteczka poruszały się nie wydając dźwięków, lecz zarówno mężczyzna jak i Balalaika wiedzieli, jaką treść chciała im przekazać.

„Zabierzcie mnie ze sobą.”

- Twoje problemy, to twoja sprawa dziecko, ale możesz z nami iść. Dopóki nie będziesz nas opóźniać. – chłodna odpowiedź kobiety nawet na twarzy zabójcy wywołała ledwie dostrzegalny wyraz zniesmaczenia. On zresztą nie czekając już dłużej podszedł do dziewczynki i podniósł ją z ziemi. Ta nie protestowała. W jego potężnych rękach wyglądała teraz jak niemowlę.

- Na miłość boską, ostatecznie to tylko dziecko. Nawet ja nie mogę jej tutaj zostawić. – powiedział z dostrzegalnym wyrzutem w głosie. Nie chciał wdawać się jednakże w niepotrzebne dyskusję, nie w takim miejscu. Ruszył w dalszą drogę nie oglądając się na towarzyszkę.

Po niespełna kilkunastu minutach Radża udowodniła, iż nie tylko nie będzie ciężarem, ale również potrafi być przydatna. Do tej pory wtulona w zabójcę, nagle odżyła i gestem rozpostartej dłoni nakazała przerwanie marszu. Oboje dorośli obrzucili ją spojrzeniami pełnymi irytacji i ciekawości jednocześnie, która zresztą szybko została zaspokojona. Jakieś dwadzieścia metrów przed nimi, tuż na krańcu widoczności, przesuwały się przed nimi zdeformowane ludzkie kształty. Nie mogli dostrzec szczegółów ich budowy i raczej nie chcieli.

- Błądźcie cicho to sobie pójdą. Nie potrzebują więcej jedzenia. – wyszeptała małą przewodniczka, a oni nie zamierzali się spierać z nią co do tej kwestii. Mutanci posiadali różne rozmiary. Niektórzy nie mieli nawet metra wysokości, inni z kolei wyglądali jak chodzące czołgi. Kim oni byli? Czy zawsze mieszkali pod Jeruzalem? Na te kilka pytań pewnie żadne z nich nie usłyszy nigdy odpowiedzi.

Balalaika o mało nie krzyknęła, gdy poczuła jak coś śliskiego obciera się o jej łydkę. W wodzie wiło się coś podłużnego. Macka, nie, kilka macek wracało teraz po udanym żerowaniu, do jakiegoś nieznanego monstrum. O mało co nie nadepnęli wcześniej na nie. Pytanie tylko czy nie zostaną zauważeni? Po kilku kurewsko długich minutach, obrzydliwe kończyny bestii jednak zniknęły tak jak i stado humanoidalnych potworów.

- Możemy już iść. – powiedziała dziewczynka, ale zabójca odczekał jeszcze dobre trzy minuty zanim ruszył dalej. Przez te chwile grozy jedyną oznaką zdenerwowania tego człowieka było kilka kropel potu, jakie spłynęły mu po twarzy. Nic więcej. Nie wyglądał też na osobę, która nie miała już po prostu sił na emocję. Raczej wydawał się kimś, kto przeszedł całe piekło wzdłuż i wszerz eliminując całą diabelską brać.

- Dzięki mała. Teraz już jesteśmy bezpieczny. – zakomunikował, gdy wreszcie opuścili najstarszą część miejskiej kanalizacji. – Jeszcze trochę i będziemy mogli odpocząć.

Nie kłamał, w krótkim czasie doszli do niewielkiego włazu znajdującego się w ścianie korytarza. Zamocowany był przy nim niewielki panel kontrolny, w którym przewodnik wklepał kod otwierający przejście. Znaleźli się może nie w najprzytulniejszym miejscu, jakie Balalaika widziała, lecz było to o niebo lepsze od kanałów.

- Witajcie w moim domu, czujcie się jak u siebie. Tu nikt nas nie znajdzie. Musimy najpierw odpocząć, a potem porozmawiać.

„Dom” był de facto ogromną piwnicą, bardzo dobrze wyposażoną piwnicą, z jednym głównym pomieszczeniem, które zajmowało pewnie większość jej powierzchni. Z niego wychodziło kilka drzwi, do takich pomieszczeń jak łazienka czy niewielki magazyn. Panował tu typowy dla mężczyzn chaos, wszędzie można było znaleźć jakieś śmieci i broń, która zdawała się być wszechobecna. Cóż można było narzekać, ale najwyraźniej przyjdzie im spędzić tutaj trochę czasu.

68

Posted in Sesja RPG tagi , , , , , , on 20/10/2009 by Lorinale

Miała pustkę w głowie, kiedy znów podążała za swoim przewodnikiem. Balalaika nigdy nie była osobą przesadnie wierzącą, jej wiara opierała się wyłącznie na pragmatyce. Widok maszyny, która jeszcze przed chwilą była dla niej człowiekiem – aniołem… to było jednak zbyt wiele, by przejść do tego na porządku dziennym. A gdy jeszcze pomyślała, że i jej opiekun był tylko kupą żelastwa, zaprojektowaną pewnie tylko tak, by ona myślała, ze aniołowi zależy na niej… To było bardziej perfidne niż wszystkie numery Sejpra.

Imię dawnego kochanka powracało wciąż, jak niechciany list, któremu zapomniano dokleić znaczek.

Zabójca sprowadził bowiem Balalaikę do przejścia w kanałach – tego samego, o którym mówił Zed, jako o trasie ucieczki dla niej i Sejpra. Tylko że dawny kochanek już nie żył. Tak samo i stary zbieracz. Została tylko ona i ten milczący facet, który ją prowadził. Jeszcze tydzień temu być może kobiecie zależałoby na poznaniu przewodnika, teraz jednak nie miało to dla niej sensu. I tak niedługo któreś z nich umrze, może oboje. Im mniejsza wiedza o drugim człowieku, tym mniejszy ból po jego stracie.

Kanałowe przejście wedle planu Zeda miało być zaplombowane, ale najwidoczniej i tutaj toczyły się jakieś walki, bowiem zamiast włazu Balalaika ujrzała jedynie sporą wyrwę i leżącą wokół niej masę trupów. Część z nich – jak zauważyła po nie przemokniętych krwią naszywkach – to byli żołnierze Generała, resztę zaś tworzyła przedziwna zbierania ludzi. Nie byli oni może najlepiej wyposażeni, ale z pewnością mieli przewagę liczebną nad żołnierzami, przez co siły zdawały się być wyrównane.

„Tak, śmierć obdzieliła ich po równo.”

Szli dalej w milczeniu – pierwszy zabójca, zaraz po nim Balalaika. Choć nie myślała, ze to możliwe, otoczenie zmieniło się na gorsze. Teraz bowiem ciała, które napotykali często były porozszarpywane, jakby… nadgryzione. Widok plątających się między stopami flaków, przyprawił kobietę o mdłości.

Nagle przewodnik zatrzymał się i spojrzał na nią – widok okropności wokół nie wydawał się przy tym robić na nim jakiekolwiek wrażenie.

- W tym miejscu mieszkają stwory tak okrutne, iż nawet same aniołki boją się tutaj zapuszczać. – odezwał się półgłosem – Pewnie ruch w kanałach musiał przyciągnąć ich uwagę…oby były już najedzone. Miej oczy dookoła głowy, musimy przejść przez jedną z najstarszych części ścieków.

Balalaika pokiwała skwapliwie głową. Jednak po tym wszystkim… jakoś tak głupio byłoby zostać zjedzona przez jakiegoś potwora.

Szli dalej, a kanały zdawały się nie mieć końca. Właściwie można było zastanowić się czy mowa wciąż o podziemnych korytarzach czy całym mieście. Znajdowało się tu niemal wszystko, od starych przerdzewiałych pojazdów, po ruiny domostw (tak jakby była to pozostałość ulicy miasta z innego czasu). Brakowało jedynie żywych istot prócz dwójki wędrowców…

A może był ktoś jeszcze?

Od pewnego czasu Balalaice towarzyszyło wrażenie, że nie są sami i coś im towarzyszy. W miarę upływu czasu zyskała niemal pewność, kim jest owa istota.

- Daj spokój Radża. – szepnęła w kierunku, gdzie wyczuwała czyjąś obecność – Dostałaś swoje ostrzeżenie. Jeśli chcesz nas śledzić, zabiję cię. Jeśli zaś chcesz się przyłączyć, wyjdź z ukrycia.Mówiłam ci już, że nieładnie podglądać…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.